Jeden z najbardziej ikonicznych werków w historii teraz oferowany będzie w wersji pozbawionej kluczowej komplikacji, za to w sportowo-casualowym, codziennym opakowaniu.
Każda z poważnych, topowych marek zegarkowych ma w swojej historii jeden moment, model lub mechanizm, który stał się jej znakiem rozpoznawczym i filarem. Niektórzy polecieli w kosmos, inni zanurkowali do najgłębszego miejsca na Ziemi, jeszcze inni wystąpili w filmach albo trafili na nadgarstki powszechnie szanowanych gwiazd. Zenith natomiast swoje DNA zawdzięcza zegarmistrzom i ich genialnej, ponadczasowej kreacji.
W manufakturze ulokowanej w malowniczym Le Locle, w 1969 roku powstał automatyczny kaliber z chronografem i wysoką częstotliwością taktowania balansu. Nazwano go wdzięcznie El Primero, bo była to pierwsza taka konstrukcja w historii zegarmistrzostwa – a to już samo w sobie osiągnięcie godne podkreślenia. Jak dokładnie pisała się ta historia, przeczytacie w artykule #KultoweZegarki: Zenith El Primero.
5-Hercowy werk zrewolucjonizował myślenie o mechanicznej precyzji, zarówno w mierzeniu krótkich odcinków czasu (stoper) jak i odmierzaniu upływającego czasu w ogólnym pojęciu. Od zawsze więc Zenith El Primero kojarzony był z dokładnym stoperem oraz z równie dokładnym chronometrażem. I to właśnie na nim skupia się najnowszy projekt, jednocześnie pozbywając się komplikacji stopera.

Chronomaster Solo Sport
Nowa referencja to pierwszy w historii kolekcji Chronomaster zegarek, który nie oferuje chronografu. W zamian Zenith skupił się na zaprojektowaniu codziennego modelu, łączącego sportowe i casualowe elementy. Takiego zegarka w ofercie szwajcarskiej marki brakowało, a jak wiadomo każda firma chce trafić w możliwie najszersze spektrum gustów klientów – tak, by nie szukali odpowiadającego im modelu u konkurencji.
Jaki więc jest Chronomaster Sport Solo? Dużym uproszczeniem byłoby napisać, że to pozbawiona emblematycznej funkcji wersja Chronomastera Sport, w nieco mniejszym rozmiarze.
Faktem jest, że z Chronomastera Sport, którą szczerze zachwycałem się przy okazji recenzowania, Solo Sport pożyczył np. kopertę. Zrobiona jest ze stali i ma 40 mm średnicy, czyli uniwersalny rozmiar na szeroki zakres nadgarstków. Koperta jest też gruba na XX mm i wodoszczelna do 200 m. Projektując obudowę, zachowano proporcje, poczucie odpowiedniej masywności i profil uszu dobrze dopasowujący zegarek do nadgarstka. Zadbano też o odpowiednie wykończenie. Od góry uszy są satynowane, boki zaś wypolerowano, a na uszach frezowany jest dekoracyjny rant. Z prawej strony, sygnowaną wytłoczoną gwiazdą, zakręcaną koronkę osłaniają ochronne wypustki.

Górę obudowy wieńczy ceramiczny bezel, wykonany z jednego kawałka ceramiki (czyli bez stalowego pierścienia). Bezel obraca się jak w zegarku nurkowym – przeciwnie do ruchu wskazówek zegara – i ma wygrawerowaną i wypełnioną białym lakierem podziałkę minutową.


W uszach koperty Zenith montuje znaną z modeli Chronomaster Sport, stalową bransoletę w typie Oyster, złożoną z satynowanych i polerowanych ogniw. Odpowiednio ergonomiczna konstrukcja zwęża się nieco aż do zatrzaskiwanego, nowego zapięcia.
Zenclasp
Nowe zapięcie Zenith pokazał premierowo na tegorocznych targach Watches & Wonders, w kilku wybranych modelach Chronomaster Sport. Z pozoru wygląda, jak klasyczny, dobrze zaprojektowany motylek z odpowiednimi proporcjami i estetycznym wykończeniem. Zenith zawarł w nim jednak dwa kluczowe elementy.
Po pierwsze w zapięciu ukryto jakże wygodną mikroregulację. Wciśnięcie ukrytego po wewnętrznej stronie przycisku pozwala zmienić długość bransolety w zakresie 10 mm, w 2,5 mm skokach. Nikomu chyba nie muszę tłumaczyć, jak przydatne to rozwiązanie, szczególnie w cieplejsze, letnie dni.


Drugi patent Zenclaps to zmyślny mechanizm pozwalający bardzo lekko i łatwo zapinać i rozpinać bransoletę. Nie trzeba już szarpać za zatrzaskiwane elementy – wystarczy jedynie odciągnąć lub nacisnąć lekko zapadkę, by zapięcie idealnie i bezpiecznie wskoczyło na swoje miejsce, tudzież rozpięło się na życzenie. Zenith zbudował je z aż 41 elementów, a 10 z nich stanowią ceramiczne kulki (jedną z nich widać na zdjęciu u góry po lewej), pełniące rolę elementów stabilizujących i zapewniających niezawodne działanie.
Tarcza
O ile od zewnątrz Chronomaster Solo Sport wygląda jak pełnoprawny członek rodziny Chronomaster ze wszystkimi jej cechami charakterystycznymi, indywidualny styl zegarka oddaje tarcza. Zenith ponoć inspirował się wysoką częstotliwością mechanizmu i to ją szczególnie chciał podkreślić.

Wszystkie trzy dostępne cyferblaty: biały, brązowy oraz czarny, wykonano z ceramiki. Biała ma szlif słoneczny, dwie pozostałe wykończono polerowaniem. W ceramicznej bazie wycinany jest motyw złożony z powtarzającej się litery „Z” nachylonej pod kątem 45˚. Gotowy wzór przypomina jako żywo fale, nawiązujące oczywiście do częstotliwości mechanizmu. Informację o nim namalowano na biało w dolnej połówce cyferblatu. Po przeciwnej stronie nałożono gwiazdkę Zenitha oraz nadrukowano nazwę marki oraz mechanizmu.

Cyferblat otacza ring z podziałką minutową, ukształtowaną jak „zęby rekina”. O skalę minutową opierają się trójwymiarowe, polerowane indeksy godzinowe z odrobiną luminowy. Natomiast za odmierzanie czasu odpowiadają dwie proste wskazówki z lumą oraz sekundnik, zakończony przeciwwagą w formie motywu litery „Z”.
Wersja, którą miałem przyjemność testować, to jedyna w zestawieniu referencja bez datownika. Pozostałe modele, w tym czarny, mają okienko daty ulokowane na godz.3. I choć zwyczajowo jestem zwolennikiem i czynnym użytkownikiem datownika w zegarku na rękę, przyznaję, że zachowanie idealnej symetrii robi tarczy dobrze. Co innego z mnogością zawartych na niej elementów. Projekt Zenitha z pewnością nie zachwyci purystów, bowiem na cyferblacie zawarto całą masę elementów, podbitych jeszcze bogatym w podziałki bezelem. Na całe szczęście nie zaburza to czytelność całego zegarka.


A jeśli już jesteśmy przy wskazaniach. Jak już wspomniałem, model Chronomaster Solo Sport zasila kaliber z rodziny El Primero. Wariant 3620 oparto na oryginalnej konstrukcji 3600, odchudzonej o chronograf. Werk zachował za to balans taktowany na 5 Hz (36,000 A/h), dzięki któremu wskazówka sekundowa porusza się wyjątkowo płynnie i dokładnie. Do tego Zenith dorzuca krzemowe, antymagnetyczne elementy wychwytu i wydajny naciąg automatyczny, zapewniający 60 h rezerwy chodu.

Widoczny przez szafirowy dekiel kaliber 3620 wykończono raczej surowo i bez fajerwerków, zwieńczając całość nowym, mocno szkieletowanym wahnikiem z wyciętą gwiazdą Zenitha.


Wrażenia, dostępność i cena
3 premierowe referencje modelu Chronomaster Solo Sport wchodzą do stałej kolekcji marki, debiutując na rozpoczynających się właśnie targach Geneva Watch Days. Na start oferowane będą tylko z bransoletami, co pozawala przypuszczać, że gumowy pasek dołączy do oferty w nieodległej przyszłości.

Zenith wprowadza do kolekcji Chronomaster model w wersji casualowo-codziennej, idealnej do noszenia w każdych niemal okolicznościach i sytuacjach. Dostajemy zegarek bardzo solidnie wykonany, ze świetnym mechanizmem i oryginalnym designem. Niby nie rewolucyjnym, ale z dużą dozą własnego charakteru. A ile za to wszystko każe sobie zapłacić? Niemało. Chronomaster Sport w każdym z trzech wariantów kosztuje 9 900 CHF (~46 000 PLN). To tylko kilka tysięcy mniej, niż wersja ze stoperem, ale cena oznacza również, że Zenith będzie miał na rynku poważną konkurencję. Co najmniej kilka marek z tego segmentu rynku oferuje modele o podobnym charakterze i cenie. Tzw. „daily watch” to zresztą kategoria pojemna, więc Zenith będzie musiał przekonać do siebie klientów oryginalnością projektu i legendą tykającej w nim mechaniki. W użytkowaniu jest to zegarek zdecydowanie wdzięczny i komfortowy – a to w czasomierzach przeznaczonych do noszenia na co dzień wartości podstawowe.



