Trzeci, najbardziej klasyczny z projektów budżetowej marki Maxa Büssera, łączy wskazanie skaczącej godziny z oryginalną, urzekającą tarczą i dedykacją dla wybitnego zegarmistrzowskiego nazwiska.
Nieco ponad 4 lata temu Max Büsser spełnił swoje wielkie, zegarkowe marzenie. Swoje, a przy okazji całkiem pokaźnej grupy zaskoczonych i równie zachwyconych fanów. Od zawsze, praktycznie od momentu kiedy wystartował projekt pod nazwą MB&F, Büsser pragnął stworzyć także coś o bardziej przystępnej cenie, na którą mogliby sobie pozwolić klienci z mniej zasobnym portfelem. Pomysł kiełkował latami, by na dobre zacząć nabierać kształtu w 2020 roku, w czasie globalnej pandemii. Początkowo plan zakładał stworzenie ograniczonej, limitowanej liczby zegarków tylko dla najbliższych przyjaciół i klientów MB&F, ale sprawy szybko wymknęły się spod kontroli. Już pierwszy przeciek i zdjęcie M.A.D.1 wywołały lawinę entuzjastycznych komentarzy, które wymusiły na firmie przeprojektowanie praktycznie całej strategii działania. M.A.D.Editions musiał się stać pełnoprawną, osobną marką, możliwą do zaoferowania szerszemu gronu klientów. Marzenie Büssera nagle zaczęło wychodzić daleko poza swoje pierwotne ramy.

Pierwszy projekt M.A.D.Editions pojawił się w 2022 roku, w czerwonej wersji z nieco kosmiczną, stalowo-aluminiową kopertą z dużymi przeszkleniami i parą obrotowych bębnów odpowiedzialnych za wskazywanie czasu. Typową dla MB&F, kinetyczną animację tym razem powierzono wahnikowi automatycznego mechanizmu, którego rotor wirował pod kopułą z wypukłego szafirowego szkła. M.A.D.1 z miejsca stał się hitem, a sprzedawane w formie loterii egzemplarze (tak, by każdy potencjalny klient miał równą szansę na zakup) rozeszły się szybciej, niż ciepłe bułeczki. Podobnie było z kolejnymi odsłonami modelu, np. kolorową wersją Yinka Ilori 1S „Grow Your Dreams” czy odchudzonym wariantem 1S.
Rok temu światło dzienne ujrzał projekt M.A.D.2, przy okazji dokładnie opisujący całą filozofię marki M.A.D.Editions. Ma ona być kreatywnym hubem dla niezwiązanych ze sobą projektów, z których każdy (w skrócie) reprezentować ma innego twórcę i jego wizję zegarmistrzostwa. „2” powstało wspólnie z Ericiem Giroudem, wieloletnim przyjacielem Büssera, a przede wszystkim projektantem stojącym za większością kreacji MB&F. Zegarek inspirowany był światem muzyki, z tarczą przypominającą DJ’ski mikser oraz dwoma obrotowymi dyskami wskazania czasu, wyglądającymi jak winylowe płyty. Zdecydowanie bardziej klasyczna (niż M.A.D.1) koperta prezentowała niemal organiczne obłości, sporo szafirowego, wypukłego szkła oraz wahnik, który znowu zagrał rolę animatora.

M.A.D.3 podąża bardziej klasyczną drogą projektową, składając jednocześnie hołd wybitnej postaci zegarmistrzowskiego uniwersum.
Vincent Calabrese
Bohaterem projektu M.A.D.3 został Vincent Calabrese, osoba, którą kojarzyć będzą przede wszystkim bardziej wytrawni fani zegarków. Pochodzący z Neapolu, dziś 82-letni twórca to m.in. współzałożyciel AHCI (Académie Horlogère des Créateurs Indépendants) i autor wielu zegarmistrzowskich komplikacji i patentów, np. legendarnego mechanizmu z modelu Corum Golden Bridge. Zawszenie niezależny i działający pod własną marką, Calabrese znany jest z nieszablonowego podejścia do zegarmistrzostwa, niepodążania za trendami i własnego stylu. Jednym z jego najlepiej rozpoznawalnych projektów jest model o nazwie Baladin – i to właśnie on był bezpośrednią inspiracją projektu M.A.D.3.

M.A.D.3 Vincent Calabrese
Tak jak w rzeczonym modelu autorstwa Calabrese, tak i w nowym zegarku M.A.D pierwsze skrzypce gra komplikacja skaczącej godziny. Tradycyjnie wskazanie to prezentuje ulokowane gdzieś na tarczy okienko, w którym kolejne cyfry reprezentujące godziny przeskakują do przodu po upływie pełnych 60 minut. W wyobraźni Calabrese takie rozwiązanie nie było jednak optymalnym, bo zbyt mało poetycko pokazywało nieustający upływ czasu. Zamiast tego zaproponował więc okienko z godziną przymocowane do wskaźnika minut, wraz z którym podąża wokół tarczy, by wreszcie przeskoczyć na kolejną godzinę.

Wskazania tarczy M.A.D.3 prezentują więc okrągłe, otoczone polerowaną ramką okienko godzin (grawerowanych w metalowym dysku) połączone z trójkątem pełniącym rolę wskazania minut oraz centralnie zamocowaną wskazówką sekundową. Projekt autorstwa Calabrese był w tej materii dość skomplikowany i ciężki do powtórzenia na dużą skalę, dlatego zegarmistrzowie MB&F musieli opracować nowy system, optymalnie wykorzystujący energię i zarazem odpowiednio stabilny oraz dokładny. Zaimplementowano go do automatycznego kalibru La Joux-Perret G111, dysponującego 55 godzinami rezerwy chodu i taktowaniem na 4 Hz.

Widoczny przez wypukłe szkło szafirowe mechanizm wieńczy duży wahnik z czarną powłoką, wygrawerowaną nazwą modelu oraz osobliwymi wycięciami. Ukryto pod nimi niebieski pierścień ze specjalną wiadomością: „Il est assez aisé de plaire aux autres, bien plus ardu d’être fier de soi”. Z francuskiego można to przetłumaczyć jako „łatwo jest zadowolić innych, trudniej jest być dumnym z samego siebie”. To zresztą pierwszy z wielu bardzo przyjemnych, estetycznych detali.


Wspomniałem już, że M.A.D.3 to najbardziej klasyczny z dotychczasowych „mad’ów”, i widać to w niemal każdym detalu projektu. Za kopertę odpowiadał Eric Giroud i bardzo umiejętnie wplótł w jej design elementy z poprzednich modeli. Obła, elegancka obudowa, nieco podobna do tej z „dwójki”, mierzy teraz 40 mm średnicy 12,7 mm grubości, łącznie z oboma wyraźnie wypukłymi szkłami. Choć 40 mm nie jest może przesadnie małym i kompaktowym rozmiarem, wrażenie na nadgarstku znacznie poprawiają króciutkie uszy, dzięki którym lug-to-lug zegarka to tylko 43,7 mm. Uszy są subtelne i od góry wycięte, tak jak te w M.A.D.1, stanowiąc jedną całość ze stalowym pierścieniem dekla. Cała obudowa wykończona jest delikatnym satynowaniem, przełamanym polerkami na stopniowanym bezelu oraz górnych powierzchniach uszu. Koronka po prawej udekorowana została z kolei motywem kółka i strzałki, czyli układu wskazań z cyferblatu.



Do tak zaprojektowanej, obłej koperty dodano bardzo efektowny cyferblat. Jak bardzo zapytacie? Moim zdaniem, pod kątem estetyki i elegancji to zdecydowanie najefektowniejszy projekt M.A.D.Editions, mimo pozornie tradycyjnych elementów. Spora w tym zasługa środkowego dysku, który ma zachwycający, głęboki, metaliczny niebieski kolor, podbity jeszcze szlifem słonecznym. Tarcza jest dodatkowo wypukła, a razem tworzy to przepiękny spektakl kolorów, zależnie od kąta padania światła. Odbija też praktycznie wszystko z otoczenia, choć ten akurat problem bardziej przeszkadza przy robieniu zdjęć – co musicie mi wybaczyć – niż przy codziennym użytkowaniu.

Niebieski cyferblat okala wykonany z szafirowego szkła pierścień z podziałką minutową, od spodu bogato pokryty luminową. Luma w ciemności świeci na zielono, dodając klasycznemu zegarkowi ciekawego twistu. Luma znalazła się również na strzałce wskazującej minuty oraz grocie wskazówki sekundowej, efektownie wygiętej pod krzywiznę cyferblatu. Sekundnik jest długi, smukły, a na końcu zwieńczony małym wycięciem. Ostatni element projektu to namalowany na biało, dyskretny napis „M.A.D.3” po przeciwnej stronie okienka godzinowego. Na całej tarczy niby więc niewiele się dzieje, ale minimalizm ten oddaje całe pole grze świateł na niebieskiej powierzchni. Chyba dawno żaden zegarkowy cyferblat aż tak nie przyciągał wzroku.
W rozstawionych trochę nietypowo na 21 mm uszach M.A.D.3 ma skórzany pasek z miękkiej skóry cielęcej, z fakturą „saffiano” i skórzaną podszewką. Zapina się go na zatrzaskiwanego motylka z parą przycisków i ozdobnym motywem. M.A.D.Editions postawiło na odcień jasnego beżu, który dodaje nieco casualowej klasyczności. Z drugiej strony trochę szkoda, że nie zaszaleli z kolorami i nie dodali czegoś w jasnym odcieniu niebieskiego. Pasek oczywiście zawsze można zmienić, choć pamiętać trzeba o nietypowym rozstawie.

Wrażenia i jak go zdobyć
M.A.D.Editions M.A.D.3 Vincent Calabrese będzie, podobnie jak poprzednie edycje, dostępny w dwóch opcjach. Na loterię, w której wylosować będzie można szansę na zakup zegarka, trafi model z niebieską tarczą z tej recenzji. Dla członków „The Tribe”, czyli klientów i przyjaciół marki MB&F, przeznaczony jest model z tarczą w kolorze określanym jako „słoneczna malina”, czyli intensywnym odcieniu metalicznego różowego. I chyba pierwszy raz w krótkiej historii M.A.D.Editions nie mam wątpliwości, że wersja sprzedażowa jest z wielu już wspomnianych względów ciekawsza.

Zegarek kosztować będzie dokładnie tyle, co poprzednie wersje M.A.D., czyli 2 900 CHF (~13 400 PLN) plus podatek. Loteria rusza już dzisiaj, na oficjalnej stronie sklepu MB&F.
A sam M.A.D.3 Vincent Calabrese? Pamiętam, jaką ekscytację wywołała premiera M.A.D.1 i to jakże przyjemne zaskoczenie, kiedy zobaczyliśmy futurystyczny projekt Büssera i jego ekipy. Potem przyszedł znacznie „normalniejszy” M.A.D.2, który i tak cieszył się niemniejszym powodzeniem wśród fanów. „Trójka” jeszcze mocniej skręca w kierunku zegarkowej klasyki, ale robi to w swoim stylu i z detalami typowymi dla koncepcji M.A.D.Editions. Do tego to zegarek świetnie wykonany, z bardzo solidną szwajcarską mechaniką, sławnym nazwiskiem i przepiękną tarczą… pisałem już, że cyferblat jest absolutnie urzekający? M.A.D.Editions w swojej filozofii jest kapsułą dla kreatywnej, niczym nieskrępowanej twórczości, a w dzisiejszym zegarkowym świecie to prawdziwa rzadkość. Najnowszy zegarek spodoba się jednak nie tylko fanom nietuzinkowej kreatywności Maximilliana Büssera, bo również w kategoriach czysto zegarkowych to projekt bardzo udany.






