Do zrewitalizowanej kolekcji Master Longines dodaje odświeżoną wersję najbardziej skomplikowanego modelu z chronografem, pełnym kalendarzem oraz wskazaniami faz Księżyca.
Rok 2026 zapisze się we współczesnej historii Longinesa jako wyjątkowo bogaty w ciekawe projekty i umiejętnie implementowane zmiany. Zmiany w rozumieniu odświeżania ikonicznych modeli i nadawanie im nowego oblicza. Na całe szczęścia – bo jak wiecie, ze zmianami bywa różnie – zmiany zdecydowanie na lepsze, podkreślające pozycję marki należącej do grupy Swatch w swoim segmencie rynku. Hitem sezonu okazał się nowy Hydroconquest, który absolutnie zachwycił zegarkowy świat.
Zegarek, który z największą przyjemnością przetestowaliśmy jeszcze w marcu, przeszedł kilka stylistycznych modyfikacji, otrzymał trafioną w punkt paletę kolorów, wygodne bransolety, dwa rozmiary (39 mm zdecydowanie wygrywa) płaskiej, wygodnej koperty i znakomity stosunek jakości do ceny – ceny bardzo atrakcyjnej dodajmy. Swoją regeneracyjną modyfikację przeszła w tym roku również linia Master – flagowy klasyk producenta z St. Imier.

Klasyczno-casualowego Mastera dotknęły również zmiany z gatunku tych raczej kosmetycznych, ale poprawiających już i tak niezły zegarek. W wersji trzywskazówkowej projekt ładnie wygładzono, dodano ozdobny, subtelny gilosz na tarczy, ładnie profilowane koperty i opcje z paskiem albo bardziej casualową, stalową bransoletą. Master to jednak nie tylko model z trzema wskazówkami i automatycznym mechanizmem (także w wersji mniejszej, skierowanej do Pań) ale również komplikacje. Te pojawiają się właśnie w kolekcji, na czele z nową wersją emblematycznego modelu z pełnym kalendarzem oraz aktualną fazą Księżyca.

Master Chrono Moonphase
Aktualizacja. Tym słowem najlepiej można określić zmiany, które Longines wprowadził do jednego ze swoich flagowych modeli. Nowy Master z chronografem, pełnym kalendarzem i fazami Księżyca dotknął zestaw stylistycznych uaktualnień, czyniących zegarek jeszcze przyjemniejszym dla oka, a przy okazji dopasowanym do stylu nowej linii Master.


Duża, masywna, ale zaskakująco wygodna na nadgarstku koperta zegarka mierzy 41 mm średnicy, ma 13,8 mm grubości, a lug-to-lug – wymiar, który z wielu względów najbardziej wypada brać pod uwagę – wynosi 48,6 mm. Do stalowej, wypolerowanej w całości obudowy dodano opcję skórzanego, niebieskiego paska albo stalowej bransolety. Tę drugą złożono z polerowanych od zewnątrz i satynowanych w środku ogniw. Motylkowe zapięcie ma parę zabezpieczających przycisków oraz dyskretnie ukrytą mikroregulację, dzięki której łatwo dopasować długość do nadgarstka. W tej kategorii zresztą Longines znakomicie odrobił lekcję, bo przedłużka jest oferowana nawet w motylkowym zapięciu skórzanego paska.

Okrągłą, ładnie wyoblaną obudowę z góry i dołu zamykają szafirowe szkła. Po prawej ulokowano tradycyjnie sygnowaną koronkę oraz parę odpowiednio dużych, wygodnych przycisków, służących do obsługi stopera. Większość wskazań zegarka – o nich za moment – reguluje się bezpośrednio z koronki. W boku koperty ukryto jedynie jeden mały korektor (na wysokości godz. 10) służący do przestawiania daty.
Najwięcej estetycznych zmian i modyfikacji dotknęło zamkniętej pod szafirowym szkłem (z obustronnym antyrefleksem), srebrnej tarczy. Jej bazę zdobi charakterystyczny dla całej linii, giloszowany wzór kłosa jęczmienia. Z subtelną fakturą świetnie komponują się metalicznie niebieskie aplikacje w postaci nałożonych, arabskich indeksów godzinowych oraz w sumie aż 8 wskazówek. Trzy rozłożone na cyferblacie tarczki kolejno odpowiadają za licznik 30-minutowy stopera oraz wskazanie dnia tygodnia i miesiąca, licznik 12-godzinny oraz fazę Księżyca i wreszcie małą sekundę oraz przydatne wskazanie 24-godzinne.

A datownik zapytacie? Cyferblat otacza pierścień z podziałką 31-dniową, z którym współpracuje zamontowana centralnie wskazówka z półksiężycem. Przestrzeń po prawej stornie tarczy, na wysokości godz. 3, zarezerwowano dla nazwy marki i nałożonego logotypu – uskrzydlonej klepsydry Longinesa. Wiele wskazań ulokowanych na cyferblacie zachowuje czytelność dzięki różnym fakturom wykończenia. Do wspominanego giloszowania bazy dodano szlif ślimakowy na tarczkach oraz matowy finisz pierścienia z dniami miesiąca oraz podziałką sekundową w typie „rail road”. Kompozycja jest ze wszech miar klasyczna, ale dopieszczona w detalach. Dysk faz Księżyca jest granatowy z zaaplikowanymi na złoto gwiazdkami oraz wizerunkiem naszego naturalnego satelity.


Mnogość wskazań zegarka sprawia, że w kopercie pracuje bardziej skomplikowany werk. Longines korzysta z dobrodziejstw przynależności do grupy Swatch i używa mechanizmów autorstwa manufaktury ETA. Master Chrono Moonphase zasila automatyczny kaliber L687.5. Mechanizm ma 66 godzin rezerwy chodu, a to oznacza, że swobodnie można odłożyć zegarek na weekend i zamienić na coś sportowego, a w poniedziałek nie trzeba będzie na nowo ustawiać kalendarza. Do tego werk wyposażony jest w krzemowy włos balansu (antymagnetyczny) i koło kolumnowe, obsługujące stoper zdolny zmierzyć do 12 godzin. Całość udekorowano w zgodzie ze standardami, przez szafirowe okienko dekla widać więc polerowania, perłowane mostki oraz wahnik z wyciętym logo, złotymi grawerami i pasami genewskimi.

Longines Master Chrono Moonphase kosztuje 18 600 PLN, niezależnie czy zdecydujecie się na wersję z bransoletą czy skórzanym paskiem. Zegarek doskonale wpisuje się nie tylko w koncepcję odświeżenia linii Master ale również w filozofię nowego CEO marki i koncepcję rozwoju. Ewidentny jest jakościowy skok Longinesa, a wszystkie stopniowo wprowadzane zmiany wydają się doskonale przemyślane i równie dobrze wdrażane w życie. A sam Master Chrono Moonphase oferuje świetny stosunek jakości do ceny, dopracowane detale i przyjemność obcowania z zegarkiem z prawdziwymi komplikacjami, który nie zrujnuje domowego budżetu. To powoli staje się znakiem rozpoznawczym marki z St. Imier.





