Wywiad Patrick Aoun (CEO Longines)
Z Patrickiem Aounem, stojącym od 2025 roku na czele manufaktury z Saint-Imier, rozmawiamy o strategii, nowych zegarkach, kolekcjonerach oraz o tym, jak ważna jest tradycja i historia.
Patrick Aoun z marką Longines związany jest od niemal dwóch dekad, a w zeszłym roku objął stanowisko dyrektora generalnego. Podczas swojej pierwszej wizyty w Polsce udzielił nam jedynego wywiadu, podczas którego opowiedział o tym, dlaczego Longines nie zamierza ścigać się z konkurencją na coraz wyższe ceny, skąd bierze się fenomen nowego HydroConquesta i dlaczego tradycja wcale nie musi oznaczać oglądania się wstecz. Rozmawialiśmy też o polskim rynku, zegarkach dla kolekcjonerów i o tym, czemu jeden Longines to zdecydowanie za mało.
Tomasz Kiełtyka (CH24): Pracujesz dla Longines od prawie 20 lat. Jak zaczęła się ta przygoda?
Patrick Aoun: Wszystko zaczęło się przypadkiem i częściowo z ciekawości. Pochodzę z Libanu, a 25 lat temu przeprowadziłem się do Dubaju, gdzie początkowo pracowałem w branży perfum i kosmetyków. Dołączyłem do biura Swatch Group Middle East z siedzibą w Dubaju w maju 2005 roku, a następnie w lutym 2007 roku przeszedłem do Longines jako Regional Brand Manager. Wtedy zacząłem odkrywać piękno marki, jej historię oraz wspaniałe zegarki – nazywam je skarbami – które mamy w muzeum w Saint-Imier. To, co firma osiągnęła przez dekady, jest niezwykłe i inspirujące. Jeśli pracuje się dla tej marki i kocha tę branżę, nie sposób nie zakochać się w Longines. Rozwijałem się razem z nią i po 20 latach – które minęły nie wiadomo kiedy – doprowadziło mnie to do objęcia stanowiska CEO w czerwcu 2025 roku.
Gratulacje! Pamiętasz, jaka była pierwsza decyzja, którą podjąłeś jako CEO? A jaka należała do najtrudniejszych spośród podjętych w ostatnim roku?
Zanim podejmie się kluczowe decyzje jako CEO, ważne jest, by ocenić i mieć jasny obraz aktualnej sytuacji firmy. Oczywiście na poprzednim stanowisku miałem dostęp do danych i analiz z wielu rynków, ale nie w takim zakresie jak dziś. Dlatego poprosiłem o kompleksowy raport ze wszystkich działów – musiałem wiedzieć, co dzieje się na każdym poziomie organizacji. Ponieważ każda większa zmiana na stanowisku kierowniczym zwykle rodzi spekulacje, moją pierwszą decyzją było – by nie pozostawiać miejsca na domysły – jasne określenie strategii, wizji i oczekiwań. Podzieliłem się swoim planem z pracownikami, zarówno wewnętrznie, jak i na całym świecie, a także z naszymi partnerami. A najtrudniejsza decyzja? Po 20 latach doświadczenia w firmie wszystko przebiegało bardzo płynnie. Nie mam poczucia, że musiałem podejmować jakieś szczególnie trudne decyzje. Niektóre elementy strategii wymagały dopracowania, ale to normalne – trzeba zadbać o to, by wszyscy byli w tej samej łodzi i wiosłowali w tym samym kierunku.

Wspomniałeś o strategii. Czy uważasz, że Longines powinien być postrzegany jako marka tradycyjna czy raczej nowoczesna? A może należy zachować równowagę?
Zdecydowanie trzeba zachować równowagę. Jesteśmy marką tradycyjną – to jeden z naszych kluczowych filarów. Jednak w tym kontekście tradycja nie oznacza bycia przestarzałym – chodzi o silne zakorzenienie w wartościach, wyraźne DNA i mocną tożsamość. Innymi kluczowymi wartościami marki są wydajność i elegancja, które interpretujemy jako wysoką jakość i precyzyjne rzemiosło. Choć bardzo cenimy tradycję, wykonanie naszych zegarków jest całkowicie nowoczesne. Proszę spojrzeć na nową kolekcję HydroConquest – kolory, design i estetyka są nowoczesne, ale tarcza jest wzorowana na tej z modelu Admiral Diver z naszych archiwów, z 1992 roku. Czerpiemy inspirację z historii, aby tworzyć nowoczesne zegarki. Wydaje mi się, że to bliskie polskiej kulturze – to moja pierwsza wizyta w Polsce i do tej pory byłem tylko w Krakowie, ale zauważyłem tam szacunek dla historii, a to jest piękne. Jesteśmy dumni z naszej tradycji, ale jednocześnie świadomi potrzeb współczesnego konsumenta.
Jak opisałbyś swoją wizję marki oraz idealnego klienta?
Nasza strategia jest prosta. Longines od lat jest liderem w segmencie od 1 000 do 5 000 franków szwajcarskich i moim celem jest dalsze umacnianie tej pozycji. Nie wychodzimy z tego segmentu, nie idziemy w stronę wyższego luksusu. Skupiamy się na tym, co robimy najlepiej. Weźmy nowy model HydroConquest, o którym wspominałem wcześniej: ma świetny mechanizm z 72-godzinną rezerwą chodu, zapewnia odporność na pola magnetyczne, wodoodporność do 300 m, system mikroregulacji w bransolecie i ceramiczny bezel – pełen pakiet za 1 850 franków szwajcarskich!

To ciekawe, że zdecydowaliście się nie podnosić ceny. Porównując to do HydroConquesta z GMT sprzed 2 lat, który kosztuje około 1 000 franków więcej i patrząc na inne marki, które od lat tylko ogłaszają podwyżki, to świetny ruch.
Widzę w tym szansę – mój segment jest dostępny, by go w pełni zagospodarować, a my mamy ogromny potencjał na wielu rynkach świata, także w Polsce. Longines to marka, której ludzie mogą ufać i która pozostaje przystępna cenowo. Średnia cena 2 000 – 2 500 franków szwajcarskich to wciąż znacząca kwota; naszym celem jest ułatwienie klientowi decyzji zakupowej. Chcę widzieć więcej zegarków Longines na nadgarstkach ludzi.
Myślałem, że może pojawić się pokusa dodania większej liczby komplikacji, jak flyback czy GMT, i tym samym pozycjonowania zegarka wyżej na rynku.
Nie mamy pokusy podnoszenia naszego poziomu cenowego, ale to nie oznacza, że nie możemy odpowiadać na potrzeby kolekcjonerów czy entuzjastów zegarków – wręcz przeciwnie. Obecnie mamy modele do codziennego użytkowania – jak choćby Conquest i HydroConquest – ale także świetne propozycje dla pasjonatów, takie jak Legend Diver, Ultra-Chron czy nasze mechanizmy Flyback. We wrześniu zaprezentujemy nową komplikację w linii Master Collection. Zachowujemy równowagę, która zawsze była siłą Longines.

Jakiś czas temu Longines przestał produkować limitowane edycje tworzone dla kolekcjonerów na rynkach takich jak Polska. Czy to się zmieni?
Tylko jeśli będzie to miało sens. W tym roku stworzyliśmy limitowaną edycję z okazji Commonwealth Games w Glasgow (2 026 sztuk w dwóch wariantach). Nie planuję tworzyć specjalnych czy limitowanych edycji dla każdego rynku – to nie jest nasza strategia. Nasza oferta produktowa jest wystarczająco szeroka, a mnie bardziej interesuje skala i dostępność produktu niż jego ograniczanie.
Żyjemy w czasach ogromnej niepewności gospodarczej, kiedy długoterminowe planowanie jest bardzo trudne – jakie są największe wyzwania i obawy w tym kontekście?
Nadal bardzo dobrze pamiętamy wcześniejsze wyzwania, z jakimi mierzył się świat – niedawno COVID, a wcześniej kryzys finansowy z 2008 roku – to nie pierwszy raz, kiedy świat doświadcza niepewności. Musimy też pamiętać, że Longines przetrwał i rozwijał się przez 194 lata dzięki swoim wartościom i reputacji. Pracujemy nad budowaniem strategii odpornej na kryzysy, oferując świetny stosunek jakości do ceny, atrakcyjne, nowoczesne i niezawodne zegarki, z których klienci są dumni. W Longines wierzymy, że nasi klienci zawsze zasługują na celebrowanie wyjątkowych chwil – czy to awansu, urodzin czy sukcesu bliskich… Longines to marka, której mogą ufać i do której mają dostęp nawet w trudnych czasach.
Muszę przyznać, że masz szczęście, bo w Polsce ludzie często narzekają na ceny, ale rzadko dotyczy to Longines – na przykład nowy model HydroConquest został bardzo dobrze przyjęty.
Konsument jest zawsze ostatecznym sędzią i głosuje swoim portfelem. Reakcja na model HydroConquest była na całym świecie niezwykle pozytywna – zegarki dosłownie znikają z półek. Moja strategia jest prosta: piękne, nowoczesne i niezawodne zegarki w odpowiednim przedziale cenowym.
A jak ważny jest dla Ciebie polski rynek? Czy planujesz zwiększyć widoczność marki Longines w naszym kraju?
Widzę tu ogromny potencjał. Liczby nie kłamią – odnotowaliśmy w Polsce bardzo silny, dwucyfrowy wzrost, dlatego właśnie odwiedzam Wasz kraj i uważnie obserwujemy ten rynek, na którym chcemy dalej rozwijać swoją obecność.
Czy możesz powiedzieć, jak decydujecie, które historyczne projekty „zasługują” na przywrócenie do życia w ramach kolekcji Heritage, a które powinny pozostać w archiwach?
To nie jest przypadek. Mamy jasno wyznaczony plan działania i ważne daty, które chcemy celebrować. Na przykład gdy obchodzimy rocznicę konkretnej premiery, przygotowujemy odpowiedni zegarek – tak jak miało to miejsce przy modelach Conquest Heritage Central Power Reserve czy Ultra-Chron. Uznajemy to za właściwy moment na ponowne wprowadzenie tych modeli jako reedycji.

Może powinienem zacząć od tego pytania – jaki zegarek masz dziś na nadgarstku?
Dziś mam na ręku model Spirit Pilot Flyback z ręcznym naciągiem i z kopertą o średnicy 39,5 mm. To jeden z moich ulubionych zegarków ze względu na proporcje i uniwersalność – mogę go nosić zarówno do garnituru, jak i T-shirtu. Warto też pamiętać, że Longines stworzył komplikację flyback – mamy na to dowody w postaci patentów z 1935 roku. Z kolei mechanizm 13ZN był jednym z najważniejszych mechanizmów z chronografem w branży. Wybrałem wersję z ręcznym naciągiem, ponieważ uwielbiam rytuał nakręcania zegarka rano. Daje mi to kilka sekund ciszy i skupienia przed rozpoczęciem codziennego zgiełku. Dla mnie zegarki są towarzyszami; w pewnym sensie przeżywają nas i zawsze przypominają o wyjątkowych chwilach.
Wiem, że wszystkie zegarki są wyjątkowe, ale który jest Twoim ulubionym?
Mam wiele ulubionych modeli, bo muszę lubić zegarek, zanim zatwierdzę jego produkcję (śmiech). W dni wolne noszę HydroConquesta; gdy podróżuję – Spirit Zulu Time; a kiedy chcę podziwiać kunszt Longines, zakładam Master Collection z fazami księżyca. W przypadku Longines jeden zegarek naprawdę nie wystarczy.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników CH24.


