Kolejna edycja Geneva Watch Days – największa w historii wydarzenia – przyniosła wiele zegarkowych premier, z których wybraliśmy kilku absolutnych faworytów.
W 5. edycji Geneva Watch Days – wydarzenia, które coraz wyraźniej urasta do rangi jednych z najważniejszych zegarkowych targów – oficjalnie wzięło udział 71 marek. Jeśli doliczyć do tego te, które korzystając z obecności dziennikarzy, kolekcjonerów i klientów również zapraszały do swoich butików, pięć dni genewskiej imprezy zamieniło się w prawdziwy maraton. Oczywiście okraszony szwajcarskim słońcem oraz zachwycającymi widokami na Lac Léman i majaczące w tle Alpy.
Pod względem ilości premier Geneva Watch Days nie jest wydarzeniem o skali takiej jak Watches & Wonders, które pozostaje niekwestionowanym liderem w prezentacji najważniejszych zegarkowych nowości. We wrześniu Genewa skupia się bardziej na markach niezależnych i mniejszych rynkowych graczach, choć nie brakuje i wielkich pokroju Bulgari czy Breitlinga. My na GWD spędziliśmy trzy bardzo intensywne dni, oglądając wiele ciekawych nowości, z których o kilku nie możemy Wam jeszcze opowiedzieć. Za to z tych, o których już na naszych łamach pisaliśmy, wybraliśmy naszym zdaniem najciekawsze.
1. Łukasz Doskocz: Bulgari Octo Finissimo Dual Time x Vianney Halter
Mój wybór nr 1 to chyba – i piszę to z niemal 100% pewnością – niekwestionowany król tegorocznej edycji Geneva Watch Days. Nie spotkałem na ulicach Genewy jednej osoby, która na wspomnienie o współpracy Bulgari i Vianneya Haltera albo nie rozpłynęłaby się w zachwytach albo nie jęknęła rzewnie, bo zegarków powstanie raptem 45, więc i szansa na zdobycie jednego graniczy z cudem…

Fabrizio Buonamassa Stigliani zaprojektował Octo Finissimo tak dobrze, że nie tylko błyskawicznie wręcz stworzył zegarkową ikonę naszych czasów, ale i model, który idealnie dało się rozbudowywać o nowe wersje, bez naruszania oryginalnego DNA. To zresztą pojęcie w zegarkach nadużywane nader często, ale do Octo pasuje wyjątkowo. Tak więc po wszelkiej maści tourbillonach, chronografach i wiecznych kalendarzach – zawsze w wyjątkowo smukłym wydaniu – przyszła pora na pierwszą aż tak istotną ingerencję nie tylko w design ale i mechanikę zegarka. Jakimś sposobem do płaskiej koperty Octo Finissimo udało się idealnie wpasować szalony, steampunkowy model Antiqua, z jego asymetrycznymi tarczkami i wskazaniem czasu w dwóch strefach. Wyszło idealnie – tak dobrze, że kiedy Buonamassa pokazał nam zegarek podczas wieczoru otwierające GWD, nie chciałem go zdejmować z nadgarstka, za to… chciałem z nim szczerze uciec.
Więcej o zegarku: Bulgari Octo Finissimo Dual Time x Vianney Halter.
2. Tomasz Kiełtyka: M.A.D.Editions – M.A.D.3
Max Büsser od lat pozostaje jedną z moich ulubionych postaci w świecie zegarmistrzostwa. Szalone wręcz projekty i wizje, które realizuje, mogą się podobać lub nie, ale zdecydowanie nie można odmówić im wyjątkowości. W tym roku, w ramach swojej „budżetowej” marki M.A.D.Editions, Max zaprezentował trzeci zegarek – M.A.D.3 – przy którego projekcie inspirowano się rozwiązaniem autorstwa Vincenta Calabrese. Ten 82-letni dziś włoski zegarmistrz, jeden ze współzałożycieli AHCI i autor wielu ciekawych rozwiązań, ma na swym koncie również konstrukcję opartą na obracającej się tarczy i wyciętym w niej niewielkim otworem, pod którym umieszczony jest dysk skaczącej godziny. I to właśnie z tego pomysłu skorzystano w modelu M.A.D.3.

Postawiono przy tym na przepiękną, mieniącą się różnymi odcieniami, niebieską tarczę z białym zewnętrznym ringiem oraz kopertę o średnicy 40 mm. Dzięki temu zegarek świetnie układa się na nadgarstku, przyciąga uwagę, a jednocześnie przy całej swojej „nietypowości” pozostaje bardzo czytelny. Jedynym minusem pozostaje dla mnie fakt, że jest tu trochę za mało M.A.D.a. Skupiono się na koncepcji Calabrese, niemal idealnie ją odwzorowując i zapominając trochę o dodaniu swojego DNA do projektu.
Recenzja zegarka: M.A.D.Editions – M.A.D.3.
3. Ł.D.: Frederique Constant Classic Moneta Handwinding
Dokładnie pamiętam, jak dwa lata temu pierwszy raz zobaczyłem model Moneta od Frederique Constant. Na oblanym letnim genewskim słońcem tarasie jednego z hoteli wzdłuż Rue du Mont-Blanc zegarek wyglądał majestatycznie, jak doskonale zaprojektowany klasyk z niewielką, a do tego płaska kopertą. I to w cenie, z której Frederique Constant uczynił jeden ze swoich znaków rozpoznawczych. Jedyny mankament? Kwarcowy mechanizm poruszający parą wskazówek odmierzających czas.

Ponieważ moje wątpliwości co do niemechanicznej natury serca modelu Moneta podzielało wielu potencjalnych klientów, Frederique Constant posłuchał, i wreszcie zaprezentował mechaniczną wersję czasomierza. Na start z jedną tylko opcją pięknej, gradientowej tarczy i z manualnie nakręcanym mechanizmem, zamkniętym w ciągle dość płaskiej kopercie ze stali. Jest pięknie i bardzo stylowo.
Więcej o zegarku: Frederique Constant Classic Moneta Handwinding.
4. T.K.: Gallet Flying Officer
Prezentacja oferty nowej-starej marki Gallet była dla mnie niezwykle pozytywnym zaskoczeniem. I nie mam tu na myśli wyłącznie ciekawej oprawy, ale przede wszystkim same zegarki. W czasach, gdy w przedziale cenowym około 10 – 30 000 PLN panuje ogromna wręcz konkurencja, Georges Kern postanowił właśnie na ten segment postawić.

Wskrzeszona po latach marka Gallet powróciła z czterema kolekcjami, a z całego przekroju nowości najbardziej spodobał mi się najprostszy i zarazem najtańszy Flying Officer. Mowa o trzywskazówkowym wariancie z pomarańczową tarczą i stalową kopertą o średnicy 40 mm. Wszystko tu gra – od rozmiaru, przez czytelność projektu i ciekawą kolorystykę, aż po wygodny pasek. Biorąc pod uwagę fakt, że w tej wersji Flying Officer będzie kosztował 11 500 PLN, myślę, że Gallet ma spore szanse na sukces.
Więcej o zegarku: Gallet Flying Officer.
5. Ł.D.: Doxa SUB 300 Ti5
Tytanowa Doxa była dla mnie jednym z największych, pozytywnych zaskoczeń tegorocznego GWD. Słysząc jeszcze chwilę przed wylotem do Genewy, że szwajcarska marka wzięła na warsztat swojego klasycznego SUBa i opakowała go w tytan, spodziewałem się raczej mizernych efektów. A mówiąc precyzyjniej – jednego z tych tytanowych zegarków, które wyglądają i na nadgarstku sprawiają wrażenie zabawki, a nie rasowego divera.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy 42,5 mm Doxa SUB 300 Ti5 wylądowała wreszcie na nadgarstku. Zegarek nie tylko nie sprawia wrażenia plastikowej wydmuszki, ale w tytanie zdecydowanie mu do twarzy. Doxa postawiła na metal w wersji grade 5, a więc tej z domieszkami aluminium i wanadu, gwarantującymi większą wytrzymałość przy stosunkowo niewielkie wadze. Koperta SUB 300 Ti5 ma jednak swoją masywność, a do tego znakomicie radzi sobie w połączeniu z wygodnym, gumowym paskiem. Wersji kolorystycznych jest w sumie 5, ale najciekawiej wypada albo klasyczna pomarańcza „Professional” albo zaskakująco estetyczna, biała tarcza „Whitepearl”, cała pokryta masą świecącą.
Więcej o zegarku: Doxa SUB 300 Ti5.
6. T.K.: Daniel Roth Extra Plat Rose Gilt
Kilka lat temu grupa LVMH przywróciła na rynek markę Daniel Roth. Najnowszym zegarkiem sygnowanym nazwiskiem znanego zegarmistrza jest Extra Plat Rose Gilt. Pierwsza część nazwy odnosi się do niewielkiej wysokości konstrukcji, wynoszącej zaledwie 7,7 mm, ale to nie ona robi tutaj największe wrażenie. Prawdziwy efekt WOW zapewnia tarcza.

Na pierwszy rzut oka wydaje się czarna, choć w rzeczywistości powstała z różowego złota, które następnie poddano ręcznemu giloszowaniu. Po zakończeniu tego etapu rzymskie cyfry, nazwa firmy oraz widoczny w dolnej części numer egzemplarza zostają zakryte, a cały cyferblat poddaje się galwanizacji, nadając mu tym samym głęboki, czarny kolor. Po wszystkim usuwane są elementy maskujące, a różowe złoto zaczyna delikatnie przebijać spod ciemnej powierzchni. W efekcie końcowym tarcza, która z dystansu wydaje się niemal całkowicie czarna, z bliska zyskuje ciekawą fakturę i złoty połysk. A to z kolei sprawia, że Daniel Roth Extra Plat Rose Gilt jest przepięknym, klasycznym zegarkiem, który chętnie widziałbym na swoim nadgarstku.

