Ostatnim rozdziałem w historii sagi zatytułowanej Swiss Alp Watch jest model, który łączy w sobie elementy wszystkich poprzednich wersji, doprawione szczyptą charakterystycznego dla Mosera humoru.
W kategorii zegarkowych pastiszów i umiejętnych żartów H. Moser & Cie. nie ma sobie równych. Nietuzinkowe podejście do biznesu, prezentowane przez CEO marki Edouarda Meylana, w dużym uproszczeniu można opisać jako bezkompromisowe, nie obawiające się naruszenia konwencjonalnego ładu szwajcarskiego zegarmistrzostwa. Wyraz temu dał kilkukrotnie, w tym w roku 2016, prezentując Swiss Alp Watch. Na kanwie rosnącego (wtedy) hypu na elektroniczne smartwatche Moser postanowił przypomnieć wszystkim – jakby nagle o tym zapomnieli – prawdziwą wartość szwajcarskiego, mechanicznego zegarmistrzostwa. Fizycznym wymiarem projektu był Swiss Alp Watch, jakże umiejętna drwina z najpopularniejszego smartwatcha na świecie. Przez cztery lata Moser okazjonalnie wskrzeszał koncept Swiss Alp, by wreszcie domknąć sagę finałowym modelem.

Tak jak wszystkie poprzednie wcielenia, tak i to ostatnie jest w 100 % mechanicznym, w 100 % szwajcarskim zegarkiem, tylko pozornie przypominającym smartwatcha. Stalowa, pokryta czarnym DLC koperta (38,2 x 44 x 10,5 mm) z wyoblonymi rogami jako żywo wygląda na ręku jak Apple Watch, ale w środku zamiast bezdusznej elektroniki kryje w pełni mechaniczny kaliber. Manualnie nakręcane HMC 324 ma aż 100 h rezerwy chodu i modułowy wychwyt z balansem tykającym z dostojnie wolną częstotliwości 2,5 Hz. Nie ma w nim grama elektroniki, jest za to znakomite wykończenie elementów, osłonięte szafirowym deklem.

W parze z czarną kopertą tarcza Swiss Alp Final Upgrade jest również czarna… ekstremalnie. Zrobiono ją z Vantablack®, jednego z najczarniejszych materiałów na świecie, o absorbcji światła na poziomie 99,965 %. Nad cyferblatem porusza się para czarnych wskazówek, a na wysokości godz. 6 wkomponowano jeszcze jeden detal nawiązujący do smartwatchy – małą sekundę w formie wyglądającej jak animowana ikonka „loading”. Stanowi ją wycięta w tarczy podziałka i biało-czarny, obracający się dysk.

Ostatni z modeli Swiss Alp Watch będzie ściśle limitowany. Powstanie 50 egzemplarzy, a za jeden zapłacić trzeba 27 000 EUR (~121 500 PLN).



