Wywiad Michael Meier (International Sales Director Victorinox Swiss Army)

Znana z produkcji scyzoryków marka Victorinox wkracza na polski rynek z bogatą ofertą budżetowych zegarków. O nową kolekcję, proces powstawania czasomierzy i ich testowanie pytamy Michaela Meiera.

Niedawno przeprowadziliśmy dla Was test najdroższego zegarka z aktualnej oferty Victorinoxa – Alpnach Chronograph. Teraz (korzystając z okazji, że na krótko odwiedził Polskę) zaprosiliśmy do rozmowy o samej marce, nowościach i planach na przyszłość Michaela Meiera – osobę odpowiedzialną w firmie Victorinox za globalną sprzedaż.

Victorinox
Victorinox

Tomasz Kiełtyka: Czy może Pan krótko omówić tegoroczną kolekcję zegarków Victorinox? Na sprzedaży których modeli planujecie się skupić?

Michael Meier: Najważniejszy w tym roku jest Chrono Classic 1/100 sek. z wiecznym kalendarzem, który bazuje na kwarcowym mechanizmie ETA z modułem wyprodukowanym przez Soprod. Zegarek wskazuje czas w sposób tradycyjny, ale po naciśnięciu koronki zmienia się w stoper o dokładności 1/100 sek. A jako, że ma wieczny kalendarz – nie wymaga przestawiania przez najbliższe blisko 250 lat. Oczywiście nie dotyczy to procesu wymiany baterii, który co jakiś czas trzeba przeprowadzić (uśmiech). Warto na niego zwrócić uwagę także dlatego, że będzie kosztował poniżej 1000 Euro. W porównaniu do TAG Heuera nasza propozycja jest blisko trzy razy tańsza. Na dodatek mamy lepszy mechanizm tzn. nowszej generacji. Z kolei w ramach zegarków automatycznych skupimy się na kolekcji AirBoss. Powstanie limitowana edycja 300 egzemplarzy z chronografem w tytanowej kopercie z mechanizmem Valjoux 7750 i 500 egzemplarzy trzywskazówkowych również w kopercie z tytanu. Dostępny będzie też nielimitowany AirBoss, który trafi do sprzedaży w kopercie ze stali 316L.

Victorinox prezentuje swoje kolekcje 4 razy w roku. Początek roku stanowią na ogół rozszerzenia już istniejących linii czyli, znane modele otrzymują nowe tarcze, paski itp. Druga część roku to prawdziwe nowości jak Chrono Classic 1/100sec. W 2013 przedstawiliśmy 40 nowych referencji, a nasza cała kolekcja liczy ich 180. Latem polecamy uwadze szczególnie kolekcję Maverick dostępną w szerokiej gamie kolorów np. czerwonym, niebieskim, brązowym jak również w odcieniu złota.

TK: Wasza marka ma silne powiązania ze scyzorykami – podobnie jak Montblanc z piórami. Czy zamierzacie walczyć z postrzeganiem zegarków przez pryzmat noży, czy też go wykorzystać?

MM: Oczywiście zamierzamy wykorzystać ten fakt. Po pierwsze, scyzoryk „Swiss Army Knife” jest ikoną Szwajcarii – znają go ludzie na całym świecie. Po drugie cechuje go świetna jakość, dzięki czemu możemy zagwarantować dożywotnią gwarancję. Łącząc powyższe fakty z zegarkami, musimy produkować czasomierze o bardzo wysokiej jakości. Nasze hasło „Companion for life” („Towarzysz na całe życie”) traktujemy niezwykle poważnie. Cokolwiek tworzymy w Victorinoxie, ma służyć ludziom latami, a nie być tylko elementem przemijającej mody.

TK: Jakie są kluczowe rynki dla Waszej marki jeśli chodzi o zegarki?

MM: Najważniejsza – z punktu widzenia nie tylko sprzedaży, ale i historii – jest Ameryka Północna. Dla większości marek tego typu miejscem są Chiny. Ale nie dla nas. W 1989 roku dystrybutor noży z Ameryki Północnej poprosił Pana Elsnera o rozpoczęcie produkcji zegarków. 13 lat później zegarki były dostępne już na arenie międzynarodowej. Do tej pory jednak 40% obrotu zegarkami generuje Ameryka. W Europie największym rynkiem jest – co specjalnie nie dziwi biorąc pod uwagę turystów – Szwajcaria, a za nią Niemcy i Wielka Brytania.

TK: Produkujecie również limitowane edycje. Czy przewidujecie – w przyszłości – stworzenie wyjątkowego czasomierza na polski rynek?

MM: Wszystko zależy od tego, czemu miałby być poświęcony. W Victorinoxie nie tworzymy limitacji dla firm tytoniowych lub marek alkoholowych. Do tej pory nie dedykowaliśmy ich też ludziom. Specjalne zegarki poświęcamy na ogół na cele dobroczynne tzn. część zysku z ich sprzedaży przekazywana jest fundacjom.
Wykonaliśmy też zegarek dla Air Force One – wliczając Prezydenta Stanów Zjednoczonych. To Alpnach Chronograph, w którym tło tarczki na godz. 9 stanowi pieczęć Białego Domu. Tak więc robimy specjalne edycje, ale zazwyczaj ich nie promujemy.

TK: Co prawda w Polsce z zegarkami jesteście obecni od niedawna, ale jak na przestrzeni tego czasu ocenia Pan nasz rynek?

MM: Jest niesamowity. Spacerując po Waszych centrach handlowych mam wrażenie, że jestem w Dubaju. A to dlatego, że ich standard nie odbiega niczym od tych w zachodniej Europie czy właśnie wspomnianych Emiratach Arabskich. Polska to stosunkowo młody rynek. Pojawia się na nim coraz więcej marek, a jakość obsługi idzie mocno do przodu. Wiedza pracowników – przynajmniej tych sprzedających zegarki Victorinox – jest taka jak w Szwajcarii.

TK: Jeśli to nie tajemnica – ile zegarków produkujecie w ciągu roku?

MM: Więcej niż 300.000 egzemplarzy. 80% to zegarki kwarcowe, a 20% mechaniczne. Jeśli chodzi o płeć, to 80% stanowią modele dla panów, a 20% dla pań. Choć tak naprawdę żyjemy w czasach, kiedy wiele kobiet nosi zegarki męskie, więc ciężko powiedzieć jak ten podział wygląda w rzeczywistości. W kwestii mechanizmów, korzystamy z werków ETA i Ronda. Cała produkcja odbywa się „in-house” czyli zegarki są u nas składane, projektowane, serwisowane, testowane itp. Mamy własny zakład produkcyjny z 65 zegarmistrzami, co jest raczej rzadko spotykane w przypadku czasomierzy z tej półki cenowej tj. 200 – 1500CHF.

TK: A jak wygląda sprawa z komponentami?

MM: Korzystamy z usług dostawców. Aby poruszać się w naszym przedziale cenowym – co nie jest tajemnicą – nikt nie jest w stanie produkować części samodzielnie. No i oczywiście komponenty w większości nie są produkowane w Szwajcarii. Kupujemy je kierując się różnymi przesłankami i w różnych miejscach. Skórzane paski zazwyczaj pochodzą ze Szwajcarii. Ale koperty, wskazówki, tarcze już nie. Na tarczach widnieje napis „SWISS MADE”, ponieważ wszystko jest projektowane, składane, serwisowane i testowane w Szwajcarii.

TK: Jak wyglądają takie testy?

MM: W sumie to 72 testy. Zaczynają się już u naszych dostawców i dotyczą jakości produkowanych komponentów. Potem elementy te są sprawdzane ponownie po przyjeździe do Szwajcarii. Do tego dochodzi weryfikacja w trakcie produkcji. Na końcu testujemy gotowe zegarki – są to testy wizualne (na obecność paprochów, zarysowań, zabrudzeń), wodoodporności, długości świecenia SuperLuminovy, wytrzymałości skórzanych pasków, klamr (ile razy da się je zamknąć i otworzyć), test na wstrząsy itd… Zegarki sprawdzają w ekstremalnych warunkach także dziennikarze i blogerzy, na których nie wpływamy, a którzy publikują wyniki na swoich stronach WWW. W ostatnich latach wykonaliśmy sporo pracy, żeby uwiarygodnić się jako firma zegarmistrzowska. Wprowadziliśmy do oferty zegarki mechaniczne, używamy szafirowego szkiełka, dajemy 3-letnią gwarancję i dokładnie wszystko testujemy. Najwyższym modelem w ofercie jest Alpnach i jego produkcja wiązała się ze sporym ryzykiem. Patrząc na naszą ofertę, nie jest to bowiem zegarek tani. Ale już porównując z propozycjami konkurencji – staje się dostępny. Alpnach bardzo szybko wylądował w TOP 5 najlepiej sprzedających się zegarków Victorinoxa i wciąż tam pozostaje. Cieszy nas, że klienci zaakceptowali czasomierz, który kosztuje 2000CHF.

TK: A czy planujecie rozwijać ten segment?

MM: Nie. Na dzień dzisiejszy mamy 16 linii i liczbę tę chcemy zredukować do 12. Musimy sprawić, by nasza oferta była bardziej przejrzysta, a nie przepełniona, bo w chwili obecnej DNA marki zaczyna się nieco rozmywać. Skupimy się również na zegarkach dla kobiet i tych z tzw. „entry level” czyli najniższej półki cenowej. W ostatnich 10 latach podnieśliśmy jakość naszych produktów, co spowodowało wzrost cen. A jeśli chodzi o zegarki mechaniczne – nie będą na pewno stanowić 50% oferty Victorinoxa.

TK: Ile punktów sprzedaży ma obecnie Victorinox?

MM: Na dzień dzisiejszy jest to nieco ponad 4600. Z czego w Ameryce Północnej 1800. To niezależne punkty. Mamy również 5 sklepów flagowych, które stanowią naszą własną sieć dystrybucji (mieszczą się w Londynie, Dusseldorfie, Nowym Jorku, Toronto oraz Genewie i mają ponad 500m2 każdy). No i 60 sklepów monobrandowych o powierzchni od 60 do 100m2.

TK: Czy planujecie w przyszłości otwarcie takiego sklepu w Polsce?

MM: Tak. Zdecydowanie. Jak tylko nastanie właściwy moment.

TK: Dziękuję za rozmowę.

MM: Ja również.

Dive Master 500
Dive Master 500
Michael Meier (Victorinox) i Tomasz Kiełtyka (CH24.PL)
Michael Meier (Victorinox) i Tomasz Kiełtyka (CH24.PL)