Recenzja BREITLING Chronomat B01

Jeden z najważniejszych modeli w długiej historii marki Breitling teraz w manufakturowym, dopieszczonym wydaniu – czyżby narodziny nowego klasyka?

Dla każdej poważnej marki zegarkowej celem nadrzędnym (poza oczywiście dodatnim rachunkiem ekonomicznym) jest możliwość legitymizowanego posługiwania się pojęciem „manufaktura”. Jako, że w branży mianem manufaktury przyjęło się określać firmę mogącą pochwalić się własnym, stworzonym własnym sumptem (zaprojektowanym i wykonanym) kalibrem mechanicznym, do posiadania takowego kalibru „in-house” dąży każdy. Wielcy gracze, którzy własne mechanizmami mogą pochwalić się od niepamiętnych lat, projektują i rozwijają coraz to nowe mikro-mechaniczne cudeńka. Dla małych, pretendujących do miana prawdziwej manufaktury, stworzenie pierwszego własnego mechanizmu to zadanie niemal tytaniczne, od samych możliwości i umiejętności zaczynając, na gigantycznych kosztach i ogromnym ryzyku kończąc. Choć ulokowana w Grenchen firma Breitling istnieje na zegarkowej mapie już dobrze ponad 120 lat, dopiero rok 2009 pozwolił firmie z dumą i pełną odpowiedzialnością dopisać tak upragnione określenie „manufaktura” do swojego, skąd inąd bardzo popularnego, wizerunku.

Sprawcą tak przełomowego wydarzenia był pokazany w Bazylei (na targach BaselWorld) kaliber 01, w 100% własny, zaprojektowany i wykonany w przeprojektowanej siedzibie firmy chronograf prezentujący wszystko, co najlepsze w historii konstrukcji mechanicznego stopera. Na pierwszy zegarek, wyposażony w świeżutki kaliber, wybrano historycznie umocowany w kolekcji model Chronomat 01 (01 rzecz jasna oznaczające kaliber) – zegarek, który z całą pewnością stanie się jednym z najważniejszych modeli w bogatej historii marki… a raczej manufaktury, już w pełnym tego słowa znaczeniu.

Chronomat B01
Chronomat B01

Chronomat, po raz pierwszy przedstawiony w roku 1984, w wersji przygotowanej dla jednostki akrobacyjnej Włoskich Sił Powietrznych – Frecce Tricolori – to chyba najważniejszy czasomierz w portfolio Breitlinga (choć wielu powiedziałoby pewnie, że pozycja ta należy się Navitimerowi). W odświeżonej wersji i z manufakturowym mechanizmem, Chronomat 01 wydaje się być bezbłędnym przepisem na sukces.

Chronomat B01
Chronomat B01

01

Mówiąc szczerze, nigdy nie byłem fanem specyficznej stylistyki Breitlinga. Mocno zakorzeniony w awiacji wizerunek marki na czele z Navitimerem i bijącym po oczach, nieco krzykliwym Avangerem nie spotkał się z moimi zainteresowaniem, choć stawiająca głównie na moją ulubioną komplikację – chronograf – firma, ma swoją oddaną rzeszę fanów, a sama marka jest jedną z najpopularniejszych w skali globalnej. Zapowiedź a następnie prezentacja zupełnie nowego modelu z, co ważniejsze, nowym, in-housowym chronografem, wywołała spore zamieszanie. Breitling powstał dumnie, niczym feniks z popiołów i wrócił na pozycję liczącego się producenta luksusowych czasomierzy Swiss Made. A zasługa to głównie świetnego kalibru 01.

kaliber 01
kaliber 01

Ze stricte technicznej perspektywy, kaliber 01 to zaprojektowany z myślą o masowej, przemysłowej produkcji mechaniczny chronograf z wyższej półki (choć seryjny) z kołem kolumnowym, wertykalnym sprzęgłem, pokaźną, 70-godzinną rezerwą chodu (uzyskiwaną z automatycznego, centralnie zamocowanego wahnika) i wreszcie 4-Hercowym balansem, który pozwala odmierzać czas z dokładnością do ¼ sekundy (na tyle części podzielona jest każda sekunda na tarczy). Za technicznymi parametrami idzie znakomite wykonanie mechanizmu, jego świetne parametry (ponad wymogi przypisanego mu certyfikatu chronometru COSC, nomen omen charakteryzującego wszystkie kalibry Breitlinga), niezawodna i solidna konstrukcja oraz nie pozostawiająca prawie żadnych zastrzeżeń obsługa. W zgodnej opinii branżowych dziennikarzy kaliber 01 to, w swojej klasie, jeden z najbardziej udanych chronografów ostatnich lat i jednocześnie znakomity dowód na możliwości oraz przemyślaną, długofalową strategię firmy. Co godne podkreślenia, 01 jest również znakomitą bazą rozwojową, choćby dla stworzonych już modyfikacji z GMT, wiecznym kalendarzem czy „World-Timem”.

Chronomat B01
Chronomat B01

Nie będę udawał, że jestem specjalnym ekspertem od ściśle technicznych aspektów zegarkowej mechaniki. Mimo tych edukacyjnych braków mogę jednak, po mniej więcej 2-tygodniowym użytkowaniu Chronomata B01 stwierdzić, że opinie o nadprzeciętnie udanej konstrukcji zegarmistrzów Breitlinga nie są ani trochę przesadzone. Pozwalający zmierzyć czas do maksimum 12 godzin stoper ma klasyczny zestaw wskazań tzw. tri-compax: centralny sekundnik (zakończony vintagowym logo „B”) oraz dwie małe tarcze, 30-minutową i 12-godzinną, odpowiednio na godzinie 3 i 6. Choć jak na mechanizm z kołem kolumnowym wystartowanie stopera wymaga nieco siły, operowanie dwoma przyciskami (klasycznie, start/stop na godz. 2 i reset na godz.4) jest łatwe i wygodne. Sekundnik płynnie startuje i zatrzymuje się dokładnie w momencie wciśnięcia przycisku, a wskazówka licznika minutowego skacze do kolejnej minuty idealnie w momencie przekraczania 60-tej sekundy przez grot wskazówki sekundowej. Nawet niekoniecznie lubiane rozwiązanie z zakręcanymi tulejkami, blokującymi oba przyciski, jest idealnie spasowane, a zakręcenie i odkręcenie nie sprawia najmniejszego kłopotu. Mechanizm idealnie trzyma rezerwę chodu, a i do samej dokładności nie mam zastrzeżeń (choć weryfikuję, jak zwykle niestety, na oko). Kaliber 01 to znakomita konstrukcja chronografu, który tak bardzo przydałby się innym firmom, oferującym czasomierze bazujące tylko na Valjoux 7750.

„Blink-blink”

Chronomat B01
Chronomat B01

To chyba najczęściej pojawiający się zarzut względem stylistyki czasomierzy Breitlinga. Poza legendarnym Navitimerem (który, jeśli już przy nim jesteśmy, nigdy mi się nie podobał), historycznie inspirowanym Superoceanem i dopiero co wprowadzoną do portfolio linią Transocean (klasyczną i nieco nudnawą) niemal wszystkie bez wyjątku zegarki manufaktury kojarzą się z, nazwijmy to, dość nachalną, specyficzną, ostrą i często przeładowaną stylistyką oraz owym „blink-blink” – efektem, jaki nieuchronnie daje wielki, stalowy, wypolerowany na lustrzany połysk zegarek w zetknięciu z odbijającym się od niego światłem. Choć stylistycznie Chronomat 01 bez wątpienia trzyma tę charakterystyczną stylistykę (mocno zbliżoną do oryginału z roku 84), suma summarum nie jest tak źle, jak się obawiałem. Z pewnością nie każdemu do gustu przypadnie masywna, ciężka i spora (44×16.5mm) stalowa koperta z jajowatą koronką, zestawiona, w egzemplarzu który miałem przyjemność nosić, ze stalową bransoletą typy Pilot. Design designem (de gustibus…), podstawowym mankamentem projektu okazać się może wykończenie – całość została starannie wypolerowana. Nie jestem przekonany, czy aż tak świecący zegarek to to, co chciałbym nosić na co dzień. Pewien jestem natomiast, że takie sposób wykończenia gwarantuje cała masę biorących się niewiadomo skąd mikro-rysek, szczególnie błyskawicznie „ozdabiających” powierzchnię zapięcia. Oczywiście z problemem tym można sobie poradzić od ręki (dzięki specjalnym ściereczkom) albo po prostu wybrać model na jednym z kilku pasków (ze skóry lub gumy). Dodatkowo (in minus) bransoleta zapina się na zatrzaskiwaną klamrę, którą ciężko otwierać bez tak pomocnych przy podobnym typie zapięcia przycisków. Kwestię zapięcia ratuje nieco wygodna mikro-regulacja (teleskopem w trzech pozycjach) i skręcane ogniwa bransolety, dzięki którym stosunkowo łatwo wyregulować jej długość.

Chronomat B01
Chronomat B01

Nie bardzo rozumiem, czemu miało służyć zamontowanie na kopercie pseudo-nurkowego bezela. Mimo, że z jednej strony wyraziste indeksy minutowe dodają nieco sportowego charakteru, a luminescencyjna kropka na godz. 12 wygląda świetnie, Chronomat 01 to z cała pewnością nie diver (choć wodoszczelność na poziomie 500m imponuje), a i sam bezel łatwiej by było chyba urwać, niż płynie obracać.

O ile całe zewnętrze Chronomata 01 może być kwestią dyskusyjną, o tyle zamknięta w polerowanej obudowie tarcza to prawdziwa perełka, wykonana na absolutnie rewelacyjnym poziomie. Atencja do detali imponuje w każdym elemencie wykończenia cyferblatu, od matowo-szlifowanej powierzchni, przez nałożone, wypolerowane indeksy godzinowe i uskrzydlone logo, otoczone stalowymi obwódkami totalizatory stopera i małej sekundy (każdy z dwoma rodzajami zdobienia) aż po dyskretnie naniesione napisy oraz wypolerowane, proste wskazówki. To małe dzieło sztuki (jedna z najlepiej wykonanych i najładniejszych tarcz, jaką dane mi było oglądać) dostępne jest w kilkunastu łącznie wariantach kolorystycznych, które z grubsza można podzielić na bardziej klasyczne, z czarnymi totalizatorami i pierścieniem tachometru i nieco bardziej sportowe z detalami w kolorze białym. W testowanym egzemplarzu cyferblat to zestawienie szaro-antracytowej tarczy z czarnymi licznikami – połączenie piękne i eleganckie, choć może delikatnie mało czytelne – szara powierzchnia zlewa się nieco ze stalowymi wskazówkami.

genialna tarcza...
genialna tarcza...

Ciężko mi jednoznacznie wyrazić emocje i ocenić manufakturowego Chronomata 01. Bez wątpienia na ogromny plus zasługuje znakomity kaliber, idealnie funkcjonalny (stop-sekunda przy ustawianiu czasu, szybka korekta daty, dokręcanie koronką) i doskonale spełniający swoją rolę – choćby używać go tylko do gotowania jaj. Jako jednak, że przy wyborze zegarka większość osób kieruje się wrażeniem estetycznym (i nie ma się co dziwić) kwestia oceny nie jest już tak jednoznaczna. Chronomat, choć stonowany i „uładniony”, nadal przejawia pewne agresywne elementy designu, które mogą mu przyspożyć w równej mierze gorących zwolenników jak i zagorzałych przeciwników – choć pewnie ta pierwsza grupa, włącznie z moją skromną osobą, będzie liczniejsza. Świetny poziom starannego wykonania i wykończenia zegarka, szczególnie przy odpowiednim oświetleniu, daje piękny efekt. Nie do przecenienia jest również historyczny background linii Chronomat, która od dekad definiuje charakter manufaktury. I tak jak niespełna 30 lat temu pierwszy model stworzył pozycję marki, tak i teraz już w pełni manufakturowa wersja stała się flagowym czasomierzem w ofercie firmy, za nieco ponad 32.000PLN. Za trudną i wymagająca zegarmistrzowsko komplikację stopera (100% in-house) opakowaną w bardzo dobrze wykonane zewnętrze z kapitalną tarczą to cena na bardzo przyzwoitym poziomie.

 

Na (+)
– świetny, manufakturowy mechanizm
– szybka korekta datownika
– stop-sekunda
– piękna tarcza
– bardzo wygodna obsługa

Na (-)
– polerowana koperta i bransoleta = nieuniknione zarysowania
– niewygodne, toporne zapięcie
– nieco nieczytelna tarcza (w testowanym wariancie kolorystycznym)

BREITLING Chronomat 01
Ref: AB011012/F546/375A
Mechanizm: Caliber 01, automatyczny, 70h rezerwy chodu, 28.800 A/h, koło kolumnowe
Tarcza: szara z czarnymi totalizatorami
Koperta: 44×16.5mm, stal, szafirowe szkło z antyrefleksem, pełny dekiel
Wodoszczelność: 500m
Pasek: stalowa bransoleta z zapięciem na zatrzask
Limitacja: —
Cena: 32.330 PLN

Zegarek do recenzji dzięki firmie APART.

Opracowanie: Łukasz Doskocz
Zdjęcia: Dariusz Lewiński (fotodaro.pl)