Kultowy wśród wiernych fanów Seiko model Marinemaster powraca w nowej, dopieszczonej wersji z elementami rasowego nurka i kilkoma efektowymi smaczkami.
Pamiętacie swoje pierwsze, zegarkowe kroki? A swój pierwszy poważny zegarek? Pewnie będę się teraz trochę powtarzał, ale Seiko to ta z zegarkowych marek, dzięki której wielu z nas rozpoczęło w ogóle swoją przygodę z mechanicznymi zegarkami. Przy okazji różnych artykułów związanych z japońskim producentem często pisałem, jak jego sportowe zegarki ukształtowały (przynajmniej na początkowym etapie) mój gust. Pierwszy był stalowy SKX 009 „Pepsi” – ikoniczny model z dalece nieprecyzyjnym mechanizmem pozbawionym stop-sekundy, z grzechoczącą bransoletą w typie jubilee i tarczą, której indeksy boleśnie rozjeżdżały się z tymi z bezela. SKX obudził we mnie zegarkową pasję, a ten wspomniany „Pepsi” nosi teraz dumnie mój 18-letni chrześniak. Potem pojawił się nie mniej kultowy „Samuraj”, w najbardziej rasowej wersji, z czarnym bezelem nurkowym i masywną, ciężką bransoletą. A później historia potoczyła się sama, przeskakując na coraz to nowe modele, np. SRP777 „Turtle”, jego czarny wariant „The Black Series” SRPC49K1, czy też jedną z odsłon kultowego „Captain Willard” – referencję SPB151. W międzyczasie co najmniej kilka innych nurków Seiko zajmowało moje zegarkowe myśli, np. pomarańczowy „Monster”, czy modele z kinetycznym mechanizmem. Gdzieś w tle, w sferze wtedy nieosiągalnych marzeń, zawsze jednak majaczył jeden model. Model, którego referencję znałem na pamięć, o kształtach marzyłem, a legendę doceniałem z westchnieniem. Nigdy finalnie nie trafił do kolekcji, choć pozostawał żywym marzeniem, a teraz wspomnieniem jednego z tych zegarków, do których wzdychałem jak do młodej Angeliny Jolie albo Forda Mustanga Shelby GT500 „Eleanor” z rocznika 1967, w malowaniu z „60 Sekund”.


Marinemaster
Historia modelu Marinemaster sięga 1967 roku i pierwszego w ofercie marki nurka z wodoszczelnością na poziomie 300 m. Referencja 6215-7000 wprowadziła również niespotykaną wtedy koronkę na wysokości godz. 4 (dziś jeden ze znaków rozpoznawczych Seiko) oraz jednoczęściową kopertę typu monocoque, która pomogła w osiągnięciu imponującej wodoszczelności. Rok później Seiko zaprezentowało wariant 6159-7001, który wizualnie właściwie nie różnił się od poprzednika, za to wprowadził zamknięty w kopercie mechanizm High-Beat, taktowany na 36 000 A/h. To na tym właśnie modelu Seiko oparło projekt zegarka, o którym przeczytacie za chwilę, ale zanim o nim – jeszcze jeden etap w historii.

Marinemaster, który tak mocno zaprzątał moje zegarkowe marzenia, to współczesna wersja modelu, przygotowana przez Seiko na przełomie wieków. Referencja SBDX001 oparta była na oryginalnych wzorcach, z dużą, masywną kopertą monocoque, mierzącą 44 mm średnicy, nie mniej konkretną bransoletą i monochromatycznym cyferblatem, zaopatrzonym w duże indeksy nurkowe. Na tarczy zegarka dumnie widniał napis Marinemaster i nie mam wątpliwości, że to jedne z najważniejszych zegarków w całej historii Seiko. Nowoczesny, techniczny, a przy tym świetnie wykonany i zasilany manufakturowym, wysokiej klasy mechanizmem (kaliber 8L35).

Uwielbiałem ten wielki zegarek i dalej na myśl o nim mam ciarki – i z tym większą radością zabrałem się do recenzowania najnowszej odsłony legendarnego nurka. Seiko Marinemasterów wyprodukowało w ostatnich latach całkiem sporo, ale tylko kilka można uznać za godną kontynuację linii i prawowitego następcę historycznych referencji.
Prospex Marinemaster 1968 Heritage Diver’s
W skrócie, nowego Marinemastera uznać można za współczesną, nawiązującą do oryginału, ale prezentującą nowoczesne elementy i parametry, odsłonę rasowego divera. Od razu muszę zaznaczyć, że nie jestem fanem zmniejszania i „ugrzeczniania” wszystkich zegarków tak, by wpisywały się w trend na mniejsze rozmiary. Marinemaster w oryginale był wymyślony jako narzędzie dla profesjonalnych nurków, zdecydowanie stawiające funkcję przed formą, w myśl popularnej filozofii „form follow function”.

Ref. HBF001 zrobiono ze stali, ale zamiast monolitycznej zastosowano standardową konstrukcję z częścią środkową, wkręcanym deklem i montowanym od góry bezelem. Dodatkowo stal pokryta jest powłoką utwardzającą, która realnie uodpornia metal na uszkodzenia i zarysowania. Obudowa ma 42,6 mm średnicy, 14,1 mm grubości oraz lug-to-lug wynoszące 49,3 mm. Nie jest o więc zdecydowanie zegarek mały, a wrażenie potęguje jeszcze masywność konstrukcji z szerokimi uszami, sążnym bezelem i ogólnym wrażeniem konkretnej solidności. Na nadgarstku (a mój ma niespełna 17 cm) wrażenie to zdecydowanie wypada lepiej, niż sugerują suche cyferki. Koperta ma przyjemny profil, ładnie wykończone polerowaniem i satynowaniem boki, dobrze ulokowany środek ciężkości i bardzo dobrze działającą bransoletę. Koronka zajmuje swoje charakterystyczne miejsce w wycięciu koperty na wysokości godz. 4. Jest zakręcana, z wyraźnym ząbkowaniem i wykończeniem od góry koncentrycznym szlifem.


Stalowa bransoleta złożona jest z niedużych, satynowanych i polerowanych ogniw. Zwęża się minimalnie od nawierconych uszu aż do motylkowego zapięcia, które jest chyba jedynym mankamentem całości. Funkcjonalnie nie ma się do czego przyczepić, począwszy od zabezpieczających zapięcie przycisków aż po ukrytą w spodniej stronie mikroregulację. Pozwala ona zmienić rozmiar bransolety aż o 16 mm po przesunięciu małej przesuwki. Co więc z zapięciem jest nie tak? Ma zdecydowanie za duży rozmiar, a przy tym jest ciężkawe w proporcji do całości. Wykończone jest za to ładnie, satynowaniem i polerowanymi rantami plus wygrawerowanym laserowo logo marki.


Tył koperty zamyka wkręcony dekiel z emblematyczną „wielką falą z Kanagawy”, wytłoczoną na wypolerowanym medalionie.
Czytelność i elegancja
Z przodu natomiast Seiko montuje gruby, mocno ząbkowany bezel ze stali. Pierścień wyskalowano na 120 kliknięć, z obrotem przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Wkładkę z kolei wykonano z czarnej, błyszczącej ceramiki, z indeksami wypełnionymi białym lakierem. Na godz. 12 trójkątny indeks dodatkowo ma kropkę z substancji świecącej LumiBrite. W bezelu zamocowano podwójni profilowane, wypukłe szkło szafirowe z wewnętrzną powłoką antyrefleksyjną.

Jedną z absolutnie immanentnych cech prawilnego zegarka nurkowego jest idealnie czytelna tarcza. Prosta, wyrazista i doskonale spełniająca swoją rolę tj. ułatwiająca odczytywanie czasu. Marinemaster HBF001 ma więc czarny cyferblat z zestawem klasycznych, zaaplikowanych indeksów godzinowych – 8 okrągłych i 3 prostokątnych. Każdy wypełniono obficie substancją LumiBrite, świecącą na zielono. W tej kategorii Seiko nie ma sobie równych, a naświetlona dobrze tarcza świeci długo i wyraźnym, intensywnym kolorem. Do kompozycji Seiko dodało jeszcze datownik w formie małego okienka na godz. 3. Resztę aplikacji namalowano na biało. Jest więc czytelnie, ale i nie bez charakteru, którego dodaje faktura. Zamiast czarnego matu Seiko postawiło na chropowate wykończenie, przez które tarcza nieco jednak błyszczy i zyskuje życia. W samej czytelności faktura nie przeszkadza i na jej tle nie giną odpowiednio proporcjonalne, proste wskazówki. Godzinowa i minutowa są fazowe i z luminescencyjnym paskiem. Sekundnik wypolerowano i na grocie oddano pięciokątny element w formie strzałki. Projekt uzupełnia seria napisów, z nazwą marki i modelu oraz informacją o długości rezerwy chodu mechanizmu, którą Japończycy spokojnie mogli sobie darować.


Sam mechanizm zaś to automatyczny kaliber 8L45 – jeden z flagowych w portfolio Seiko. Dość powiedzieć, że konstrukcja werku oparta jest o kaliber Grand Seiko 9S65, oczywiście z odpowiednio mniej bogatym w detale wykończeniem. Ma za to pełne 72 godziny rezerwy chodu, balans taktowany na 4 Hz i wszystkie niezbędne funkcje: stop-sekundę oraz szybką korektę datownika. Seiko podaje, że dokładność chodu powinna mieścić się w przedziale +10/-5 sekund na dobę, więc tu również 8L45 wypada zadowalająco. W obecnej ofercie manufaktury to zdecydowanie jeden z najlepszych kalibrów, co tylko stanowi wartość dodaną w kontekście oceny całego zegarka.

Wnioski (entuzjastyczne) i cena (konkurencyjna)
Seiko Prospex Marinemaster 1968 Heritage Diver kosztuje 17 000 PLN, co znaczy, że pozycjonowany jest w górnej części oferty marki, ale wyraźnie poniżej propozycji Grand Seiko. Dla porównania pokazany w tym roku model GS Spring Drive U.F.A. Ushio 300 Diver w kopercie z tytanu kosztuje 53 500 PLN. Marinemastera nie trzeba jednak porównywać do Grand Seiko, ale spojrzeć na niego z perspektywy oferty Seiko i podobnych modeli na rynku. A na tym tle zegarek wypada znakomicie, pod każdym względem.



W swoich diverach Seiko od zawsze łączyło świetny stosunek jakości do ceny. W modelach tańszych był on oczywiście odpowiednio zbalansowany, a Marinemaster zawsze stanowił perełkę w koronie – zegarek droższy, ale za to dopieszczony. HBF001 ma wszystkie cechy rasowego tool-watcha, nurka z prawdziwego zdarzenia, z którym można by śmiało eksplorować oceaniczne głębie. Przy tym nie brakuje mu detali wykończenia, fakturowanej starannie tarczy, klasowego mechanizmu i ceramiki. Czy to ujmuje mu rasowej, nurkowej natury? Zupełnie nie, bo Seiko bardzo umiejętnie balansuje między niezbędnymi elementami funkcjonalnymi, a detalami, dzięki którym zegarek po prostu wygląda na lepszy, z wyższej półki. W moim wypadku ma jeszcze jeden, ogromny plus. Nowy Marinemster HBF001 sprawił, że znowu cieszą mnie zegarki Seiko i patrzę na nie niemal z tą sam afekcją, jak kiedyś. A Marinemastera znowu chciałbym mieć w swojej kolekcji, bo to jedno z najlepszych Seiko od lat.




