20 lat po premierze, manufaktura z Glashutte prezentuje nową, bardzo ekskluzywną odsłonę modelu Datograph Perpetual, z chronografem i wiecznym kalendarzem skąpanymi w platynie.
W całym portfolio A. Lange & Sohne szczególnie istotne miejsce zajmuje chronograf. To do tej niemieckiej marki należą jedne z najlepszych mechanicznych stoperów na rynku (opinia to szerokiego gremium wytrawnych kolekcjonerów), począwszy od relatywnie prostego 1815 Chronograph aż po ikonicznego, legendarnego można śmiało rzec Datographa. Oba te zegarki miałem przyjemność nosić i opisać dla Was w detalach – oba zachwycają detalami wykonania i precyzją samego stopera, idealnie odmierzającego każdą upływającą sekundę. Lange to jednak również inne komplikacje, w tym bardzo zmyślny i dokładny wieczny kalendarz. 2 dekady temu w Glashütte połączono obie, tworząc wyjątkowy model Datograph Perpetual. Opakowany w białe złoto i zaopatrzony w szary cyferblat zegarek absolutnie powalał swoją urodą, klasą i zmyślnym połączeniem dwóch tradycyjnych komplikacji.

Teraz Datograph Perpetual wróci na chwilę do kolekcji Lange – na chwilę, bowiem ten wyjątkowo ekskluzywny wariant dostępny będzie jedynie w 50 egzemplarzach.
Datograph Perpetaul Platinum
Od strony czysto zegarmistrzowskiej i technicznej (parametrów) nowa wersja nie różni się od tej pierwotnej. Ale ponieważ ta z kolei pokazana była zanim jeszcze zaczęliśmy tworzyć CH24, od technikaliów zacznijmy.
Opakowany w platynę Datograph Perpetual ma 41 mm średnicy, 13,5 mm grubości oraz skromne 30 m wodoszczelności, co akurat w przypadku takiego zegarka nie ma większego znaczenia. Całość wykończona jest w stylu Lange, bardzo starannie aplikowanymi satynowaniami i polerkami na rantach. Po prawej stronie umieszczono koronkę oraz parę prostokątnych przycisków stopera, po lewej zaś – na wysokości godz. 10 – dodatkowy przycisk do korekty dużego datownika.

Kopertę z dwóch stron zamykają szafirowe szkła. W uszy natomiast Lange montuje platynową bransoletę, złożoną z rzędów pięcioelementowych, satynowanych i polerowanych ogniw. Bransoleta zapina się na ładnie zintegrowanego motylka z parą zabezpieczających przycisków.


Sercem zegarka jest manualnie nakręcany, oczywiście manufakturowy kaliber L952.1. Mechanizm ma raczej skromne jak na dzisiejsze standardy 36 godzin rezerwy chodu, a jego balans taktowany jest na 2,5 Hz. Kaliber zmontowany został z 556 komponentów, z których niemal każdy wykańczany jest ręcznie w dwuetapowym, żmudnym procesie. Wszystkie elementy dopieszczone są odpowiednią dekoracją, na czele z mostkiem balansowym, ozdobionym ręcznie grawerowanym, kwiatowym motywem. Warto też dodać, że chronograf ma koło kolumnowe oraz funkcję flyback, wieczny kalendarz zaś jest dokładny aż do 1 marca 2100 roku, kiedy to będzie wymagał korekty o jeden dzień.

Wskazania mechanizmu rozłożono na monochromatycznej tarczy, designem przypominającej tę z klasycznego Datographa. Czarna baza przełamana jest srebrnymi akcentami w postaci dwóch małych tarczek, przesuniętych nieco poniżej poziomej osi symetrii. Między dwie tarczki wkomponowano wycięcie w cyferblacie, prezentujące wskazanie faz Księżyca. U góry z kolei swoje prominentne miejsce zajmuje duże, podwójne okienko datownika. Tarczę otacza szeroki pierścień z nazwą marki oraz skalą tachymetru. Wreszcie projekt uzupełnia wisienka na torcie, a właściwie 11 wisienek w postaci 11 bagietkowo oszlifowanych diamentów w roli indeksów godzinowych. Odmierzanie czasu powierzono parze wskazówek z wypolerowanego, białego złota.
A. Lange & Söhne Datograph Perpetual powstanie w limitowanej serii 50 egzemplarzy. Cena na życzenie.


