W Mediolanie Hublot oficjalnie zaprezentował jubileuszową reedycję pierwszego modelu marki – Classic Fusion – z gumowym paskiem i złotą, charakterystycznie uformowaną kopertą.
Był rok 1980, kiedy Carlo Crocco postanowił zrealizować swoje marzenie i wizję zegarka, który wymykał się ówczesnym kanonom, standardowym czy choćby temu, jak wyglądało najbardziej nietuzinkowe myślenie o zegarku na nadgarstek. Crocco wymyślił sobie połączenie cennego złota i zupełnie zwyczajnej, zdecydowanie nieluksusowej gumy. Z tego pierwszego wykonał kopertę uformowaną jak bulaj okrętowy (czyli okienko na statku) z 12 śrubkami „mocującymi” bezel. Z drugiego zaś zrobił wygodny, miękki pasek, dzięki któremu zegarek nabierał sportowego, idealnie codziennego charakteru. I choć oryginalny Hublot (stworzony pod firmą MDM Geneve) nie zapisał się może w historii aż tak mocno, jak inne sportowe projekty z tamtego okresu, dał początek marce, która w skali całej branży zegarkowej wyróżnia się własnym charakterem, stylem i DNA, co zapewnia jej grupę wiernych fanów.



Kiedy Crocco mówi dzisiaj o pracy nad projektem, wspomina, że szczególnie dużą wagę przykładał do samego designu, któremu zegarmistrzostwo zamknięte w kopercie miało jedynie towarzyszyć. Dziś czasy są już inne, a to co w środku (mechanika) ma równie duże znaczenie jak to, co na zewnątrz (design).
Dokładnie 46 lat po premierze Hublot prezentuje wierną (choć nieidealnie) reedycję oryginalnego projektu Carlo Crocco. Czyni to w obecności samego Crocco, w jednej z europejskich stolic mody i luksusu – słonecznym Mediolanie.

A jakie są same zegarki? Hublot odtworzył je w sposób wierny, ale ze współczesnymi udoskonaleniami, jakie daje marce manufaktura w Nyonie (odwiedziliśmy jej progi i opisaliśmy w detalach). Absolutnie zachowana została idea Carlo Crocco, czyli połączenie złotej koperty, minimalistycznego designu i gumowego, czarnego paska. Sama koperta nieco się zwiększyła i ma teraz 38 mm średnicy (wobec 36 mm oryginału) plus 9,5 mm grubości oraz pełne 100 m wodoszczelności.


W oryginale Crocco zaprojektował Hublota w kopercie z żółtego złota. Dwa nowe modele prezentują do wyboru złoto żółte albo złoto w mniej eleganckim, białym odcieniu. Oba zegarki nie różnią się od siebie parametrami technicznymi, odróżnia je za to czarna tarcza. W złocie różowym cyferblat ma matowe wykończenie i zaaplikowane na złoto: nazwę i logo marki, litery „MDM” oraz trzy odmierzające czas wskazówki. Na wysokości godz. 3 ulokowano małe okienko datownika, z czarnym dyskiem ładnie wtapiającym się w tarczę.

Datownik znajdziemy również na cyferblacie wersji z białego złota, ale w niej tarcza zrobiona jest z błyszczącego, czarnego onyksu. Resztę aplikacji wykonano w pasującym, srebrnym kolorze.
Oba zegarki mają ten sam minimalistyczny look, co projekt z 1980 roku. Nie mają za to kwarcowego mechanizmu, który teraz zastąpiono automatycznym kalibrem HUB1711. Werk ma 50 godzin rezerwy chodu i zależnie od wersji wahnik z 22 karatowego złota albo poczernionego wolframu. Mechanizmy widać przez przeszklone okienko dekla.

Hublot Classic Fusion Tributo w obu wersjach nie będzie limitowany. Zegarki zestawiono z czarnym paskiem z gumy, zapinanym na złotego albo stalowego motylka. Cena – bez względu na wariant – jest taka sama i wynosi dokładnie 30 200 EUR (~132 500 PLN) za egzemplarz.


