Charakterystyczna koperta, zintegrowana bransoleta i detale nawiązujące do projektu Géralda Genty – współczesny Ingenieur wyraźnie odwołuje się do swoich korzeni z lat 70. A jak na nadgarstku wypada wersja z tytanu, która do dobrze znanej formy dodaje niewielką masę i surową, szarą kolorystykę?
Ingenieur – odrobina historii
Pierwszy Ingenieur z 1955 roku wyglądał bardziej jak zegarek do garnituru niż sportowy model, z którym kojarzymy tę nazwę dzisiaj. Powstał jednak z bardzo praktycznych powodów. W połowie XX wieku coraz więcej osób miało w pracy kontakt z polami magnetycznymi – dotyczyło to m.in. inżynierów i pracowników branży energetycznej. Odpowiedzią IWC była konstrukcja z mechanizmem zamkniętym w dodatkowej, wewnętrznej kopercie z miękkiego żelaza, chroniącej go przed ich wpływem.

Mimo kolejnych zmian i usprawnień Ingenieur nie zawojował rynku. O jego historii możecie przeczytać więcej w artykule #KultoweZegarki: IWC Ingenieur. W latach 70. kierownictwo marki uznało, że kolekcja potrzebuje gruntownej przebudowy. Zadanie powierzono Géraldowi Gencie, któremu zawdzięczamy również projekty Royal Oaka i Nautilusa. Zaprojektowany przez niego Ingenieur SL ref. 1832 zadebiutował w 1976 roku, prezentując wyrazistą, sportową kopertę ze zintegrowaną bransoletą.

W kolejnych dekadach firma IWC kilkakrotnie zmieniała projekt. Jedną z wersji była ta pokazana w 2013 roku, której recenzję znajdziecie na CH24. Później przyszły kolejne warianty – także te rozbudowane o liczne komplikacje. Historia zatoczyła niemal koło podczas Watches & Wonders w 2023 roku, kiedy manufaktura z Schaffhausen zaprezentowała model Ingenieur Automatic 40 – znacznie bliższego projektowi Genty. Początkowo oferta obejmowała trzy wersje stalowe, ze srebrzystą, niebiesko-zieloną i czarną tarczą, oraz jedną tytanową. To właśnie ta ostatnia trafiła na mój nadgarstek.
Jaki jest tytanowy „Inżynier”?
Tytan w Ingenieurze nie jest nowością – pojawiał się już we wcześniejszych generacjach. Ma zresztą ważne miejsce w historii samego IWC. W 1980 roku, we współpracy z Porsche Design, marka zaprezentowała ref. 3700, pionierski chronograf z tytanową kopertą i bransoletą. Za wyborem tego materiału przemawiają również względy użytkowe. Jest lekki, odporny na korozję i przyjazny dla skóry (nie powoduje alergii). Jego obróbka wciąż pozostaje wymagająca, ale współczesne maszyny i narzędzia pozwalają uzyskać znacznie więcej niż jednolitą, matową powierzchnię. Opisywany Ingenieur dobrze pokazuje, jak wiele zależy tutaj od wykończenia.

Techniczny charakter „Inżyniera” można dostrzec zwłaszcza w referencji IW328904. Kopertę i bransoletę wykonano z tytanu grade 5, którego szary odcień nadaje całości nieco surowy wygląd. Nie oznacza to jednak monotonii. Piaskowane powierzchnie zostały zestawione ze szczotkowanymi bokami oraz polerowanymi, fazowanymi krawędziami. Efekt najlepiej widać na bransolecie, gdzie wąskie, połyskujące płaszczyzny odcinają się od matowej reszty i podkreślają kształt ogniw. Wystarczy zmienić kąt padania światła, żeby te same detale wyglądały zupełnie inaczej.



Poszczególne elementy są starannie wykończone, a bransoleta komfortowo oplata nadgarstek. Zamyka ją zapięcie na zatrzask zabezpieczone przyciskami – wygląda schludnie, ale zabrakło w nim mikroregulacji. Szkoda, bo możliwość szybkiej korekty obwodu bywa bardzo przydatna, zwłaszcza latem, gdy nadgarstek potrafi nieco spuchnąć.
Tarcza w odcieniach szarości
Ingenieur, jako zegarek stworzony do pracy w konkretnych warunkach, poza podwyższoną odpornością na pola magnetyczne zawsze kojarzył mi się też z dobrą czytelnością. Monochromatyczna kompozycja potrafi ją ograniczać, ale tutaj zadbano o odpowiedni kontrast (o czym za chwilę). Szarą tarczę zdobi przy tym charakterystyczny, geometryczny wzór złożony z drobnych kresek i kropek tworzących swego rodzaju siatkę (z angielskiego wzór nazwany jest „grid”).



Na takim tle srebrne wskazówki mogłyby się nieco gubić, dlatego dlatego w Schaffhausen zdecydowano się na użycie poczernianych indeksów i wskazówek, które dodatkowo wypełniono substancją świecącą. Dzięki temu wyraźnie odcinają się od cyferblatu, a do odczytania godziny wystarczy chwila. Kompozycję uzupełnia niewielkie okienko datownika na godz. 3, otoczone czarną ramką. Całość od góry zabezpiecza szafirowe szkło, osadzone w nieruchomym bezelu z pięcioma charakterystycznymi śrubami, a ustawień czasu dokonuje się przy użyciu zakręcanej, tytanowej koronki, osłoniętej po obu stronach występami koperty.

Wymiary są rozsądne: 40 mm średnicy, 10,8 mm grubości i 45,7 mm lug-to-lug, a klasa wodoszczelności wynosi 100 metrów.
Mechanizm
Pod pełnym deklem pracuje automatyczny kaliber 32111, którego balans oscyluje z częstotliwością 4 Hz. Mocnym punktem jest rezerwa chodu wynosząca 120 godzin, czyli pełne pięć dni. To wygodny zapas – zegarek odłożony nawet na cały długi weekend, wciąż będzie poprawnie wskazywał czas (oczywiście jeśli wcześniej nakręcimy sprężynę). Zgodnie z tradycją kolekcji werk chroni przed wpływem pól magnetycznych wewnętrzna koperta z miękkiego żelaza.

Wrażenia i podsumowanie
Patrząc na ofertę IWC, zdecydowanie bardziej niż eleganckie i klasyczne przemawiają do mnie modele sportowe i „techniczne”. Ingenieur Automatic 40 doskonale wpisuje się w drugą grupę – łączy przy tym rozpoznawalny projekt i proporcje, które dobrze sprawdzają się w codziennym noszeniu. W tytanowym wariancie największe zaskoczenie czeka jednak tuż po założeniu na rękę. Osobom przyzwyczajonym do masywnych, stalowych zegarków jego lekkość może początkowo wydać się wręcz nienaturalna. Pojawia się nawet przelotne skojarzenie z czymś zabawkowym. Szybko ustępuje ono jednak znacznie przyjemniejszemu wrażeniu: o obecności Ingenieura na nadgarstku łatwo zapomnieć. Po kilku dniach właśnie ta cecha okazuje się jedną z największych zalet. Niewielka masa, dobrze dobrane wymiary i wygodnie układająca się bransoleta zapewniają komfort, który docenia się podczas zwykłych, codziennych zajęć. Bez poprawiania zegarka co chwilę i bez ciągłego poczucia, że coś ciąży na ręce (co niektórym bardzo przeszkadza).

Równie udana jest kolorystyka. Szarość spaja kopertę, tarczę i bransoletę, a zróżnicowane wykończenie nie pozwala tej kompozycji stać się nudną. Matowe powierzchnie i połyskujące krawędzie dobrze reagują na światło, co daje całkiem sporo powodów, by zerkać na nadgarstek dla czystej przyjemności – bez potrzeby sprawdzania godziny.



Na koniec cena, która studzi nieco entuzjazm. Stalowy Ingenieur Automatic 40 kosztuje 58 500 PLN, a opisywany wariant z tytanu – 72 100 PLN. Pamiętać należy jednak, że płaci się tu za cały zestaw: materiał, detale, charakterystyczną formę oraz historię z nazwiskiem Genty w tle.


