Wywiad François Thiébaud (CEO Tissot)

Rok 2013 to dla Tissot czas świętowania 160. urodzin. O tajemnicę sukcesu, mechanizm Powermatic 80, jubileuszowy model Heritage Navigator oraz plany na przyszłość pytamy CEO marki – Francoisa Thiebauda.

160 lat marki Tissot w Warszawie

Obchody 160-lecia marki Tissot w Polsce
Obchody 160-lecia marki Tissot w Polsce

Pod koniec zeszłego miesiąca w Muzeum Narodowym w Warszawie odbyła się uroczystość z okazji 160 urodzin marki Tissot. Wydarzeniu towarzyszyła jubileuszowa wystawa, na której zaprezentowano współczesne i historyczne modele zegarków szwajcarskiego producenta. Dla nas była to jednak przede wszystkim okazja do spotkania i rozmowy z zarządzającym marką nieprzerwanie od kilkunastu lat Francoisem Thebaudem.

Wywiad – Francois Thebaud

Francois Thiebaud - CEO Tissot
Francois Thiebaud – CEO Tissot

Tomasz Kiełtyka: W tym roku marka Tissot świętuje swoje 160. urodziny. Wszystkiego dobrego! Może Pan zdradzić tajemnicę Waszego sukcesu?

François Thiébaud: Dziękuję za życzenia. Co do sukcesu, to należy zadać sobie pytanie dlaczego człowiek wybiera zegarek Tissot? Może widział go na wystawie? A może miał już kiedyś jakiś zegarek naszej marki i był tak zadowolony, że chce nabyć kolejny? Może czynnikiem decydującym jest to, że otrzymuje dobrej jakości produkt za rozsądną cenę? Otóż dla nas najważniejszą składową jest pewność. Kupując nasze zegarki człowiek jest pewny, że nabywa dobry, sprawdzony produkt w adekwatnej cenie. Jak nie jesteś czegoś pewny, to tego nie kupisz. Budowanie owej pewności u klientów to proces długofalowy – trwa dziesiątki lat. Na pewność składa się wiele czynników takich jak niezawodność oraz przekonanie, że w przypadku problemów uda się je zawsze szybko rozwiązać, a tym samym wzmocnić więź z marką. Tissot buduje tę wartość od dekad. Cały czas staramy się doskonalić i ulepszać. To wyjaśnia fenomen naszego sukcesu i tak dużego udziału w rynku.

Jeszcze kilka lat temu produkowaliśmy poniżej miliona zegarków rocznie. Teraz mamy zamiar przekroczyć 4 miliony. Żeby dać lepszy obraz, należy to porównać do poziomu eksportu całej Szwajcarii, który w 2012 wynosił 29,2 miliona. Jeden na pięć opuszczających ten kraj szwajcarskich zegarków to Tissot. To bardzo wymowne liczby, które świadczą o tym, jak wiele ludzi kupuje nasze produkty. Jednak nie cyfry są najważniejsze. Zależy nam, żeby każdy nabywca był zadowolony z nowego zegarka i sam stawał się ambasadorem Tissot. Oczywiście zatrudniamy wielu znanych ambasadorów – zwłaszcza sportowców. Zegarki dedykowane określonym sportom mają użyteczne dla danej dyscypliny funkcje. Np. ktoś kto wspina się po górach doceni wysokościomierz, ktoś jeżdżący na rowerze – precyzyjny pomiar czasu itd.

TK: A dlatego zdecydowaliście się na tak silny związek ze sportem?

FT: A Ty lubisz sport?

TK: Jestem zdecydowanie typem kanapowca, który – niestety – nie uprawia regularnie praktycznie żadnego sportu.

FT: Ale lubisz jakieś wybrane przez siebie dyscypliny?

TK: Tak.

FT: No więc o to chodzi. Wszyscy albo lubimy jakiś sport, albo go uprawiamy, albo marzymy, żeby go uprawiać. Niektórzy zwyczajnie nie mają odpowiednich predyspozycji jak np. wzrostu wymaganego do gry w koszykówkę. Generalnie – dla mnie ludzie dzielą się na sportowców i tych, którzy marzą by nimi zostać. Sport to zdrowie. Daje także dużo szczęścia. Dlaczego więc się z nim nie wiązać.

TK: Jesteście bardzo mocnym graczem w niższym segmencie, gdzie konkurencja jest ogromna. Jak w jednym zdaniu określiłby Pan przepis na tak ogromny sukces?

FT: Odpowiednio łączymy naszą tradycję z nowoczesnością, działamy konsekwentnie aby osoba nosząca nasze zegarki była z nich zadowolona i pewna, że dobrze zainwestowała pieniądze.

Dodam jeszcze, że jeśli w dzisiejszych czasach chcesz pozostać na topie, musisz mieć otwarty umysł i podążać za trendami. Tworzyć zegarki, które nie tylko dla projektujących je osób, ale przede wszystkim dla klientów będą atrakcyjne. Jeśli uda nam się stworzyć model, który wywoła u przyszłego właściciela uśmiech na twarzy podczas jego zakładania na nadgarstek, to znaczy, że nam się udało.

TK: No właśnie – macie bardzo bogate dziedzictwo. Jak ono wpływa na nowoczesne zegarki Tissot?

FT: Patrząc na to jak jesteś dziś ubrany, mogę powiedzieć, że to strój nowoczesny, ale i elegancki oraz klasyczny. Większość jego elementów, pomimo iż pochodzą z najnowszych kolekcji, swoje korzenie ma dziesiątki lat wstecz. Zmierzam do tego, że całe otoczenie jest inspirowane przeszłością. Materiały, kształty, kolory… To jest właśnie to, co nazywamy tradycją. Nie możemy uciekać przez przeszłością i jej unikać. Możemy wykorzystać ją do tworzenia współczesnych rozwiązań. Nie wszystkie nasze zegarki odniosły sukces. Były i porażki. Ale weźmy np. model Tissot Navigator. Niewielkie, wprowadzone zmiany skutkują świetnym zegarkiem!

TK: Właśnie miałem o ten czasomierz pytać! Zastanawiam się, czy ten rewelacyjny zegarek to „jednorazowa sprawa” związana z rocznicą, czy też od czasu do czasu zaprezentujecie podobne wisienki na torcie?

FT: Zwykle co dwa lata prezentujemy zegarek, który nazywamy „Heritage”. Aby go stworzyć, bierzemy model z przeszłości i poddajemy go delikatnym zabiegom jak np. zwiększenie średnicy koperty do rozmiarów obecnie przyjętych za standardowe. To właśnie zrobiliśmy z zegarkiem Tissot Heritage Navigator, który bazuje na modelu z 1953 – pierwszym, który pokazywał czas w 24 strefach równocześnie. Nowa wersja dostępna jest w stali oraz w limitowanej do 333 egzemplarzy kopercie w różowym złocie.

TK: Prócz jubileuszu, w tym roku zaskoczyliście branżę nowym mechanizmem Powermatic 80. Dla mnie jego wprowadzenie to genialny ruch. Od teraz za sporo niższą niż konkurencja cenę możecie oferować szwajcarskie zegarki mechaniczne z rezerwą chodu wynoszącą ponad 3 dni! Zastanawiam się tylko, czy wprowadzenie takiego werka wiąże się z chęcią przyzwyczajania ludzi od młodości do zegarków mechanicznych, czy może chcieliście obniżyć cenę wobec zbliżających się smartwatchy?

FT: Nie – to była moja osobista prośba. Tissot należy do Swatch Group, co ma wiele zalet. Podczas spotkań szefów wszystkich marek, każdy przedstawia swoje pomysły i prośby. Ja na jednym z nich żaliłem się na sytuację której nie znoszę. A mianowicie – wracam w piątek do domu, odkładam zegarek, wyjeżdżam na weekend, a po powrocie widzę, że ten nie pracuje. Chciałem, żebyśmy stworzyli mechanizm, który będzie w stanie pracować przez ponad trzy dni i nie wywinduje przy tym ceny zegarka do niebotycznych sum.

TK: Musi Pan być bardzo wpływowym człowiekiem (śmiech), bo żadna inna marka spoza Swatch Group w tym segmencie cenowym nie montuje w swoich zegarkach mechanizmów z tak dużą rezerwą chodu.

FT: To nie takie łatwe. Prace nad mechanizmem trwały 2 lata. Ale jestem bardzo zadowolony, że się udało. Nie zawsze i nie każdy decyduje się na podjęcie ryzyka. Tu owo ryzyko się opłaciło.

TK: O rzeczonym mechanizmie toczyliśmy w Polsce wiele rozmów. Wątpliwości budziło zastosowanie elementów wykonanych z czegoś na kształt plastiku. Czy nie wpływają one na żywotność i dokładność pracy werku?

FT: Plastik to materiał bardzo trwały. Wystarczy zerknąć na morze i pływające po nim latami butelki po napojach. Niektóre jego odmiany są stosowane przy produkcji skrzydeł samolotów. My zastosowaliśmy specjalny materiał, który nie jest plastikiem – jest za to bardzo wytrzymały, co potwierdziły przeprowadzone testy. Ludzie czasem krytykują nowe, nieznane im do tej pory rozwiązania. Potrzeba czasu, żeby się do nich przyzwyczaili. To trochę jak z ubraniami – teraz nikogo nie dziwią tkaniny, które po spacerze w deszczu bardzo szybko schną. Dla nas liczyła się też waga. Im lżejsze komponenty, tym mniej energii pochłaniają. To trochę jak z walizkami, które kiedyś były masywne i ciężkie, a teraz wykonywane są z ultralekkich materiałów. Pamiętaj też, że metale są podatniejsze na zmiany temperatur.

TK: Czy w przyszłości planujecie kolejne mechanizmy?

FT: Tak. Jest grupa ludzi, która wciąż pracuje nad nowymi rozwiązaniami. W naszym segmencie nie da się zamknąć oczu i odpocząć. Trzeba cały czas doskonalić swoje produkty. Już słyszy się o zegarkach połączonych w sieć, sprzęgniętych z telefonami itp. Nad tym również pracujemy. Musimy ryzykować. Zegarek mamy zapięty na nadgarstku. Dlaczego więc nie można by nim otworzyć samochodu, mieszkania, sprawdzić maili itp.? Czasem zastanawiam się nawet, czy czasem nie powrócą jeszcze na dobre zegarki kieszonkowe, które mogłyby być czymś na kształt obecnych komórek. Generalnie jestem trochę zwariowanym wizjonerem (śmiech). Nawet podczas snu myślę o wielu innowacjach.

TK: Jakie są kluczowe rynki dla marki Tissot?

FT: Na pierwszym miejscu jest Azja, ale Europa wciąż pozostaje dla nas ważnym rynkiem.

TK: A jak ocenia Pan rynek polski?

FT: Świetnie. Tissot jest tu numerem jeden jeśli chodzi o sprzedaż szwajcarskich zegarków.

TK: Czy w takim razie w najbliższym czasie możemy się spodziewać monobrandowych butików Tissot lub multibrandowych Swatch Group?

FT: Myślę, że tak. Rozmawialiśmy o tym ostatnio.

TK: Na koniec wrócę raz jeszcze do jubileuszu Tissot. Czego Pan sobie z tej okazji życzy?

FT: Życzę wszystkim życzę dużo zdrowia, szczęścia i optymizmu.

TK: Dziękuję za rozmowę.

FT: Ja również dziękuję.