Recenzja Longines Ultra-Chron Classic – klasyk z 5Hz mechanizmem
Precyzyjne zegarmistrzostwo w wydaniu marki Longines teraz dostępne jest w formie klasycznego, garniturowego czasomierza, oferowanego w dwóch rozmiarach oraz w opcji z idealnie pasującą, stalową bransoletą.
Choć precyzja mechanicznego zegarka nie jest dzisiaj najważniejszym kryterium, które przyświeca producentom przy tworzeniu naręcznych czasomierzy (bo i po co, skoro choćby telefon komórkowy wskazuje czas dużo dokładniej) ciągle wydaje się być tematem atrakcyjnym. Nawet jeśli dobrze wyregulowany zegarek średniej klasy oferuje mierzenie czasu z więcej niż satysfakcjonująca dokładnością, współcześni zegarmistrzowie dalej lubią stawać w szranki z chronometrią i maksymalnie dokładnym pomiarem upływających sekund. Jedną z metod jest podnoszenie częstotliwości taktowania balansu, które w wydaniu Longinesa nazywa się wdzięcznie Ultra-Chron.



Ulokowana w malowniczym Saint-Imier manufaktura zaprezentowała swój pierwszy mechanizm wysokiej częstotliwości jeszcze w 1914 roku, by przetransformować go do postaci adaptowalnej do zegarka naręcznego w roku 1959. Kilka lat później Longines z nieukrywaną dumą przedstawił światu model Ultra-Chron, którego automatyczny mechanizm taktowano na niespotykane 5 Hz, czyli pełne 36 000 wahnięć na godzinę. Na jego bazie nieco ponad 3 lata temu Longines zaprezentował reedycję, dość nieoczekiwanie przygotowaną w mocno sportowym duchu.

Beczułkowaty zegarek (koperty Ultra-Chronów często miały ten właśnie kształt) mierzy pokaźne 43 mm średnicy, a do tego ma ceramiczny bezel nurkowy i masywną, stalową bransoletę, co razem czyni go zegarkiem nie dla każdego. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że tak odważny design przyćmił nieco istotę samego projektu, czyli jego wysoko taktowany mechanizm. Na początku tego roku Longines przypomniał o Ultra-Chronie, przedstawiając karbonową wersję zegarka. Fani marki dalej jednak czekali na coś klasycznego. Doczekali się pod koniec mijającego właśnie 2025 roku – oto bowiem w Saint-Imier powstała (wreszcie) utrzymana w bardziej eleganckim duchu wersja modelu Ultra-Chron.

Ultra-Chron Classic
„Dziadkowy” – taki komentarz usłyszałem od jednej z pierwszych osób, której pokazałem zegarek zapięty na moim nadgarstku. Choć określenie to mocno pejoratywne, de facto znakomicie oddaje naturę nowego zegarka. Projektując go oparto się o model zaprezentowany oryginalnie w 1969 roku, tak więc w okresie najbardziej wysmakowanych projektów vintage. Ten oryginalny miał stalową kopertę o średnicy raptem 34,5 mm, która we współczesnym wydaniu urosła do dwóch rozmiarów: 37 mm i 40 mm.


Na papierze wydawać by się mogło, że oba rozmiary świetnie odnajdą się na szerokim przekroju nadgarstków, jednak pewien stylistyczny zabieg trochę to ogranicza. Do koperty Longines dodał bowiem prawie płaskie uszy, które w rezultacie znacznie zwiększają lug-to-lug – do prawie 45 mm – a co za tym idzie układanie się całości na nadgarstku. Z tego tez powodu na mój niespełna 17 cm przegub zdecydowanie wybrałem wersję 37 mm, zestawioną ze stalową bransoletą.

Tę z kolei Longines zaprojektował czerpiąc z innej referencji Ultra-Chron, również z rocznika 1969. Stalowa konstrukcja ma szersze, zewnętrzne elementy wykończone satynowaniem i wypolerowane na błysk, wewnętrzne ogniwka w dwóch rozmiarach. Całość bardzo dobrze układa się na nadgarstku i ergonomicznie zwęża do zatrzaskiwanego, sygnowanego logo zapięcia z parą zabezpieczających przycisków. Ważniejszym elementem jest dyskretnie ukryta pod nim mikroregulacja, dzięki której łatwo idealnie dopasować zegarek do ręki i – co zdecydowanie powinno być w dzisiejszych czasach standardem – użytkowo jest absolutnie nie do przecenienia. Co prawda Longines ciągle zapomina o systemie szybkiej zmiany, ale za to oferuje Ultra-Chrona Classic w opcji z czarnym, skórzanym paskiem i klasyczną klamerką. Jednak z bransoletą zegarkowi zdecydowanie bardziej do twarzy o bardziej casulowym looku nie wspominając.


Wracając do samej koperty. Ta ma dość smukły profil – raptem 10,95 mm – wykończony od boku polerką, a od góry, na wspomnianych już uszach, widocznym satynowaniem. Satynowany promieniście jest także wąski bezel, w którym osadzono wypukłe szkło szafirowe z obustronnym antyrefleksem. Od spodu obudowę zamyka pełny dekiel z umieszczonym na środku emblematem Ultra-Chron. Klasycznie, po prawej stronie, ulokowano odpowiednich rozmiarów koronkę, sygnowaną wytłoczonym logo.
Klasyka
Cyferblat nowego Longinesa Ultra-Chron, również inspirowany historią, umiejętnie łączy klasykę z nutą techniczności, typowej dla tarcz zegarków o chronometrycznych właściwościach. Mamy zatem wyraźne, ładnie wykończone indeksy godzinowe, nałożone między namalowane na czarno indeksy podziałki minutowej. Przez środkową oś symetrii tarczy poprowadzone są dwie linie, tworzące krzyż – znak charakterystyczny zegarków z chronometrycznie wyregulowanym mechanizmem.

Po prawej stronie kompozycji umieszczono okienko datownika, otoczone stalową ramką. Na godz. 12 nałożona jest klepsydra Longinesa, zaś po przeciwległej stronie charakterystyczny symbol linii Ultra-Chron. Centralne miejsce na tarczy zajmują proste wskazówki. Godzinową i minutową lekko sfazowano i subtelnie wypełniono odrobiną luminowy. A baza samej tarczy jest metalicznie srebrna, z podkreślającym odcień szlifem słonecznym.
5 Hz
Kiedy Longines prezentował pierwszy model Ultra-Chron, był jeszcze pełnoprawną manufakturą, tworząca własne kalibry mechaniczne. Od czasu przejścia w ręce Swatch Group korzysta z mechanizmów należącej do tej samej grupy manufaktury ETA. Fani marki dalej marzą o powrocie Longinesa do statusu pełnoprawnego zegarmistrzowskiego maison, ale pod skrzydłami Ety wcale źle to nie wygląda. Tym bardziej, że w hierarchii SG firma pozycjonowana jest na tyle wysoko, by móc korzystać z werków przygotowywanych specjalnie dla niej.


Ultra-Chron Classic zasilany jest kalibrem L836. Dysponujący automatycznym naciągiem mechanizm ma taktowanie na 5 Hz, 52 godziny rezerwy chodu i włos z monokrystalicznego krzemu, gwarantującego antymagnetyczność. Korektę wskazań, dokręcanie sprężyny i przestawianie datownika wykonuje się bezpośrednio z koronki. Longines nie podaje dokładności chodu, ale to akurat gwarantuje certyfikat chronometru, czyli przedział od – 4 do + 6 sekund na dobę.
Podsumowanie
W najnowszej retro-odsłonie Longnies Ultra-Chron Classic na bransolecie kosztuje 17 600 PLN, niezależnie od rozmiaru koperty. Z paskiem cena spada nieco do 17 100 PLN, ale zdecydowanie lepiej wybrać opcję pierwszą. Bransoleta odejmuje zegarkowi nieco „dziadkowości”, dodając wygodnego i funkcjonalnego jednocześnie casualu.

Nie byłem nigdy i dalej nie jestem fanem pierwotnej wersji współczesnego Ultra-Chrona i pewnie jak wielu z Was niecierpliwie czekałem, aż Longines zrobi to, co od lat robi doskonale – pogrzebie w archiwach i postawi na vintage. Ultra-Chron Classic świetnie łączy elegancką formę z wyżyłowanym mechanizmem. Przyjemnie jest również obserwować płynący nad tarczą sekundnik, który w zegarku z taktowaniem na 5 Hz porusza się widocznie płynniej, niż choćby w 4 Hz.


Na nadgarstku zegarek sprawia wrażenie klasyka i choć nieco przesadnie płaskie uszy można by lekko wyprofilować, nosi się bardzo przyjemnie. Jeszcze raz wspomnę o bransolecie, bo w tego typu zegarku jest rzadkością, a tu wypada znakomicie. Zaskakująco, bo w teorii klasycznemu zegarkowi bardziej pasuje dobrze dobrany pasek. Przede wszystkim jednak zachwyceni będą fani stylistyki vintage, bo dostają zegarek jakby żywcem przeniesiony z historii, ale ze współczesnym (bardzo dobrym zresztą) poziomem wykonania, mechanizmem i rozmiarówką.

Longines Ultra-Chron Classic
| Producent | Longines |
| Nazwa modelu | Ultra-Chron Classic |
| Ref. | L2.537.4.72.6 |
| Mechanizm | z automatycznym naciągiem |
| Symbol mechanizmu | L836 |
| Rezerwa chodu (h) | 52 |
| Tarcza | srebrna |
| Koperta | stal |
| Średnica (mm) | 37 |
| Wysokość (mm) | 10.95 |
| Wodoszczelność | 50m |
| Pasek | bransoleta |
| Cena (PLN) | 17600 |


