Recenzja Hermès Slim d’Hermès [zdjęcia live, cena]

Moda na bycie fit ma się doskonale również w zegarkowym świecie. Hermès może nie jest marką, która automatycznie kojarzy się z zegarkami, ale modelem Slim udowadnia, że potrafi robić świetne czasomierze.

Fit… Fit… Fit… fit-life jest wszędzie. Można by śmiało zaryzykować, że „fit” to motto naszych czasów. I choć nie wszyscy lubią, kiedy się im mówi jak żyć, zdrowy tryb życia to już więcej niż moda. Zdrowy oznacza zazwyczaj także szczupły, czyli mówiąc wprost chudy. Dzisiaj (a jeśli nie dzisiaj, to od następnego poniedziałku) odchudza się prawie każdy, nawet jeśli większość pozostawia owo odchudzanie jedynie w sferze czysto teoretycznej. Co ciekawe, modzie na fit i slim poddaje się nawet zegarmistrzostwo – choć tutaj to akurat trend wcale nie nowy. Zegarkowe odchudzanie ma mocno historyczne podłoże, sięgające połowy ubiegłego stulecia. Dążenie do stworzenia jak najcieńszego zegarka na rękę spędzało sen z powiek wielu topowym manufakturom, które prześcigały się w konstruowaniu coraz to cieńszych mechanizmów.

Oficjalnie zegarkowy slim-fit nie jest komplikacją, ale stopień skomplikowania i kunszt niezbędny do jego wykonania zdecydowanie na to miano zasługuje. Komponenty mechanicznego zegarka już same w sobie, w normalnym wydaniu, są małe i delikatnej natury. Odchudzone stają się jeszcze delikatniejsze, a odpowiednie ich spasowanie wymaga ultra-wysokiej precyzji. Z drugiej strony płaski zegarek to wręcz wykładnik zegarkowej klasyki, idealnie układający się na nadgarstku i dyskretne wsuwający pod mankiet koszuli. Obecny rekord należy do firmy Piaget, która zbudowała model Altiplano o grubości ledwie 3,65 mm. Koncepcyjny Piaget jest nawet cieńszy – cały zegarek ma raptem 2 mm grubości. Wyścig o miano króla zegarków ultra-slim trwa, a w międzyczasie inne marki także podłapują modę na skromniejsze gabaryty. Bohatera tego testu pierwszy raz zobaczyłem na Baselworld 3 lata temu… i wziął mnie z absolutnego zaskoczenia. Kilka estetycznych detali sprawia, że moim zdaniem wyróżnia się in plus na tle pokaźnej konkurencji eleganckich klasyków. Jest przy tym mały i płaski, a zrobiła go marka raczej nie kojarząca się powszechnie z zegarkami.

Hermes

Dom mody Hermes (czytaj: „Ermes”) powstał w Paryżu w roku 1837. Thierry Hermes, ojciec założyciel marki, początkowo parał się wytwarzaniem i sprzedażą akcesoriów jeździeckich. Konie na stałe wpisały się zresztą w wizerunek marki, łącznie z jej logotypem. Z czasem i kolejnymi osobami za sterami firmy w ofercie pojawiły się akcesoria podróżne, ubrania i wreszcie słynne torebki. Po niektóre z nich dzisiaj ustawiają się w butikach kolejki, a słynny Birkin (tak, nawet ja o niej słyszałem) jest podobno jak stalowa Daytona – nie do dostania od ręki. Lata 20. ubiegłego wieku przyniosły pierwszą firmową biżuterię, a kolejnych kilka dekad również zegarki. Le Montre Hermes – szwajcarski oddział zajmujący się wytwarzaniem zegarków Swiss Made – powstał oficjalnie dopiero w roku 1978. Czasomierze sygnowane logo marki są jednym z bardzo niewielu jej produktów, które nie powstają we Francji, ale i tak Hermes przykłada do nich uwagę równą tej charakteryzującej inne produkty. Design, detale i pomysł są stricte francuskie, ale podbite szwajcarskim wykonaniem – co ciekawe, w dużej mierze u podwykonawców należących pośrednio do Hermesa.

Slim d’Hermes

Slim d’Hermes, zegarek o wielce sugestywnej i bardzo francuskiej nazwie, można śmiało uznać za manufakturowy produkt Hermesa i jeden z jej pierwszych naprawdę własnych zegarków. Wspomniałem już, że chociaż to de facto prosty czasomierz, ma kilka tzw. smaczków, które wyróżniają go z tłumu.

Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes

Pierwszym są bardzo ciekawie zaprojektowane uszy, a właściwie ich końcowy fragment, w którym mocowany jest pasek. Lekko zagięte w dół, zakończone są czymś na kształt tulejek, w które idealnie wpasowano teleskopy i pasek ze skóry aligatora. Niby to mały detal, ale robi wielką różnicę, świetnie spajającą pasek z kopertą, bez żadnych luzów czy prześwitów. Sama koperta zrobiona jest ze stali i wypolerowana w całości na błysk. Średnica wynosi równe (i idealne zarazem) 39,5 mm a grubość raptem 7,65 mm. Nie ma standardu określającego, od ilu zegarek uznaje się za płaski, ale przy prawie 40 mm średnicy i takim, a nie innym mechanizmie, to zdecydowanie mało i całkiem płasko. Profil czasomierza sprawia, że świetnie układa się na ręku i nie odstaje. Nie ma też efektu tzw. patelni, czyli wrażenia, kiedy grubość nie koresponduje odpowiednio ze średnicą całości.

Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes

Mechanizm, który dodatkowo uzasadnia ocenę Slim d’Hermes jako zegarka płaskiego, to kaliber H1950. Powstaje w manufakturze Voucher, częściowo należącej do Hermesa. Ultra-cienka konstrukcja ma automatyczny naciąg w formie mikro-wahnika wkomponowanego w werk. To pozwoliło zredukować jego grubość do 2,6 mm, przy zachowaniu 42h rezerwy chodu i pełnej funkcjonalności łącznie z dokręceniem i stop sekundą. Do użytkowej strony mechanizmu Hermesa przyczepić się nie mogę, kłopot natomiast mam z estetyką.

Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes

H1950 udekorowany jest w całości wygrawerowanym motywem powtarzającej się litery „H”.  Z jednej strony wygląda to na pewno oryginalnie i wyróżnia mechanizm wizualnie, z drugiej… nie do końca chyba pasuje do eleganckiej stylistyki samego zegarka. Chociaż… być może się czepiam, bo z kolei opinie oglądających zegarek znajomych były jednoznacznie pozytywne.

Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes

Jeszcze większy zachwyt – zarówno u znajomych jak i u mnie – wzbudziła tarcza Slim d’Hermes. Zaprojektować ciekawy i świeży cyferblat w klasycznym zegarku jest mniej więcej tak trudno, jak od nowa zaprojektować koło. Materia to delikatna i obarczona pewnymi kanonami, których łamanie zazwyczaj kończy się porażką. Projektanci Hermesa kanon złamali zupełnie nowym, przygotowanym pod model Slim fontem indeksów godzinowych – i trafili w dychę. Czcionka autorstwa francuskiego grafika i typografa (Philippe Apeloigi) ma w sumie prostą, dość techniczną formę, ale jest przy tym lekka, nowoczesna i doskonale zbalansowana. O dziwo świetnie pasuje do minimalizmu tarczy, na której poza nią znalazł się tylko napis z nazwą marki i subtelna podziałka minutowa na wewnętrznym dysku z prawie niewidocznym szlifem ślimakowym. Mała tarcza sekundnika na wysokości godz.6 ma ledwie kreski jako indeksy minutowe – równie proste co mała, stalowa wskazówka.

Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes

Proste, ale tylko w formie, są dwie wskazówki odmierzające czas. By zagwarantować dobrą czytelność na tle srebrnego tła, obie są w połowie (pionowej osi symetrii) wypolerowane, a w połowie wypiaskowane. Prosty zabieg, a widać je w każdym momencie, przy każdym rodzaju światła padającego na tarczę.

Konkluzja

Bez dwóch zdań największe „ale” Hermesa Slim d’Hermes to sama jego marka i skojarzenia. Dla przeciętnego odbiorcy, znającego pobieżnie rynek dóbr luksusowych, firma kojarzyć się będzie z wieloma rzeczami, tylko nie mechanicznym zegarmistrzostwem. Z podobnym problemem boryka się jeszcze kilka innych manufaktur. Prostego rozwiązania na ten stan rzeczy nie ma, ale – co podkreślam zawsze – produkt powinien bronić się sam, niezależnie od logotypu. Slim d’Hermes w mojej ocenie – i ocenie mojego nadgarstka – broni się świetnie. Szczerze, to jeden z ciekawszych klasyków jakie dane było mi nosić. Wspomniałem już, jak kilkoma małymi detalami Hermes stworzył zegarek, który mimo swojej natury wyróżnia się na tle rywali (spójrzcie choćby TUTAJ) a do tego świetnie nosi.

Wszystko w tym projekcie gra, od tarczy z kapitalnymi indeksami, przez formę koperty po szyty we własnej manufakturze pasek z przypominającym strzemię zapięciem. Sensem budowania zegarków slim, poza oczywistym pokazem możliwości, jest komfort ich codziennego noszenia. Ja zacząłem doceniać tę wartość z wiekiem (oraz zegarkowym stażem), więc z Slim d’Hermes zaprzyjaźniłem się momentalnie. W garniturze chodzę od święta, ale spokojnie nosiłem zegarek do praktycznie wszystkiego, z trampkami i jeansami włącznie. Nie, żeby modowe parowanie miało większe znaczenie – po prostu podkreśla jego uniwersalność. Jeśli marki nie kojarzące się automatycznie z zegarmistrzostwem będą robiły tylko tak udane czasomierze, ja jestem na duże Tak.

Hermes Slim d’Hermes w stali wyceniono na 24.500PLN. Dostępny jest także z szarym albo niebieskim cyferblatem, oraz w kopercie z różowego złota.

Hermes Slim d’Hermes
Hermes Slim d’Hermes

Zdjęcia: Marcin Klaban

Hermes Slim d'Hermes

Producent Hermes
Nazwa modelu Slim d'Hermes
Ref. W041759WW00
Mechanizm z automatycznym naciągiem
Symbol mechanizmu H1950
Rezerwa chodu (h) 42
Tarcza srebrna
Koperta stal
Średnica (mm) 39,5
Wysokość (mm) 7,65
Wodoszczelność 30m
Pasek skórzany