Wywiad Jean-Claude Biver (Szef działu zegarków LVMH)

Jean-Claude Biver to legenda branży zegarkowej, której przedstawiać nie trzeba. Mianowany niedawno na szefa działu zegarków grupy LVMH Biver opowiedział nam o swojej zwięzłej i prostej recepcie na sukces.

Jean-Claude Biver jest dla nas postacią bardzo wyjątkową i to z kilku powodów. Dla mnie to geniusz zegarkowego marketingu i PR-u, fantastyczny człowiek i rozmówca, ale chyba najważniejszym powodem jest fakt, że był on naszym pierwszym rozmówcą. W roku 2010 spotkaliśmy się z Biverem w pawilonie Hublot na BaselWorld by porozmawiać o dynamicznym rozwoju wtedy dość małej jeszcze manufaktury z Nyonu (oglądaj TUTAJ). 5 lat później zarówno Hublot jak i sam Biver są w zupełnie innym miejscu. Marka rozkwita prezentując ciągle szereg zegarkowych innowacji, armię ambasadorów, potężny PR i nowego CEO – Ricardo Guadalupe. 65-letni Biver, członek rady nadzorczej Hublot, został właśnie mianowany na nowe stanowisko – szefa departamentu zegarków grupy LVMH (Louis Vuitton Moet Hennessy). Zajmował się będzie trzema głównymi zegarkowymi brandami – Hublot, TAG Heuer i Zenith – dbając o ich rozwój i sukces, tak jak zresztą przez cały czas trwania swojej jakże owocnej kariery.

Z Jean-Claudem Biverem spotkaliśmy się w ekstrawaganckim, 3-poziomowym pawilonie Hublot na tegorocznym Basel, ale ponieważ był chyba najbardziej zajętą i rozchwytywaną osobą całych targów, oto jedynie krótki wywiad o rosnącym jak na drożdżach Hublocie i nowym etapie życia zawodowego JCB.

pawilon Hublot na BaselWorld 2014
pawilon Hublot na BaselWorld 2014

1. Zapewne nie pamięta Pan, ale to z Panam przeprowadziliśmy nasz pierwszy w historii wywiad, jeszcze na BaselWorld 2010. Byliście wtedy na etapie prezentowania nowego kalibru chronografu UNICO. Dziś, 4 lata później, Hublot rozkwita. Proszę powiedzieć – z tej perspektywy czasowej – jak tak stosunkowo młoda marka zdołała osiągnąć tak imponujący sukces?

Hublot z pewnością jest młodą marką – powstał w roku 1980 – ale ekipa zarządzająca ma bardzo duże doświadczenie w branży. Poza mną samym, z 39-letnim już doświadczeniem, większość ludzi pracuje ze mną 20 lat i dłużej. I to jest właśnie najlepsza odpowiedź!

2. Jakie trzy rzeczy Pana zdaniem stanowią o wyjątkowości i atrakcyjności Hublota na tle branżowej konkurencji? Co przyciąga ludzi do marki?

Hublot nie jest marką, która tylko powiela tradycję. Oczywiście szanujemy i respektujemy ją, starając się jednocześnie dodać do niej to co przynosi teraźniejszość i przyszłość. Nazywam to „Sztuką fuzji w zegarmistrzostwie”. Gdy łączy się tradycję z przyszłością, rodzi się prawdziwa kreatywność i innowacyjność.

Nigdy nie zapominajcie: „Innowacyjność jest potężniejsza od wiedzy”.

Staramy się też myśleć nie tylko utartymi schematami. W branży zegarkowej większość marek nie robi tego, kierując się jedynie przeszłością.

3. Jednym z kluczowych trendów dzisiejszego zegarmistrzostwa jest całkowita niezależność. Czy dla Hublota, posiadającego szereg własnych mechanizmów i właśnie budowaną, nową manufakturę, to także jest kluczowa wartość? Co planujecie w tej materii?

Kluczowe w tej całkowitej niezależności nie jest uniezależnienie się od zewnętrznych dostawców, ale autonomia w kreatywności. Jak ktoś mógłby wynaleźć 18ct „Magic Gold” które się nie rysuje, bez własnego departamentu metalurgicznego? Powinniśmy o tym zawsze pamiętać dążąc do niezależności niezbędnej przy najważniejszych procesach produkcyjnych.

4. Został Pan właśnie mianowany szefem zegarków w LVMH. Dwa pytania w tym temacie. Po pierwsze – jakie będą Pana nowe obowiązki w gestii nadzorowania nie tylko Hublota, ale również Zenitha i TAG Heuera?…

Moja praca polegać będzie na „trenowaniu” i prowadzeniu tych marek w przyszłość oraz uczynienie ich „pierwszymi, innymi i unikatowymi”, dokładnie tak jak to zrobiłem w Hublot. Nie będę szefem żadnej z tych firm, ale partnerem i wsparciem dla ich obecnych szefów. Będą oni mogli liczyć na moją pomoc, wizję, inspiracje i doświadczenie.

… jakie są korzyści bycia członkiem takiej grupy (LVMH)? Czy współpraca między takimi markami to coś ponad przynależność do jednego właściciela?

Zawsze występują pewne, pozytywne i negatywne, zależności. Niektóre są istotne i interesujące, inne wręcz wyniszczające. Sztuką pracy w grupie jest szukanie tych pozytywnych. Nie można też zapominać, że razem jest się silniejszym i mniej samotnym zarazem. To właśnie może dać przynależność do takiej grupy.

5. Przy okazji – branża zegarkowa została właśnie zaskoczona niespodziewaną zmianą CEO między Zenithem a Rolexem. Jean-Frederic Dufour stanął na czele chyba najlepiej rozpoznawalnej marki na świecie…

Jestem dumny z mojego przyjaciela Jean-Frederica, który pracuje ze mną już przeszło 20 lat. Uważam że jest właściwym człowiekiem dla marki takiej jak Rolex i z tego powodu mogę jedynie przyklasnąć i życzyć mu sukcesów. Mam nadzieje, że to jego ostatnia posada zanim dobije do 70-tki i przejdzie na emeryturę.

6. Kiedy 5 lat temu zapytałem Pana jaka przyszłość rysuje się przed mechanicznym zegarmistrzostwem, przewidywał Pan stały rozwój wszystkich segmentów rynku. Wnioskując ze statystyk szwajcarskie zegarmistrzostwo ma się całkiem dobrze, ale czy ciągle widzi Pan potencjał, czy może coś zmieniło się w ciągu tych 5 lat?

Owszem, potencjał zegarków mechanicznych ciągle jest duży, a przyszłość świetlana. Nie widzę zagrożeń stojących przed zegarmistrzowską sztuką, choć możemy niedługo być świadkami nowego trendu na smart-watche. One jednak pewnego dnia przestaną być modne, a zegarek mechaniczny jest wieczny.

7. Pracuje Pan w branży zegarkowej już prawie 40 lat. Kiedy spogląda Pan wstecz na cała swoją karierę, czy fascynacja zegarkami jest nadal tak silna, jak na początku?

Tak, pasja jest jak miłość, jest wieczna. Ciągle jestem wielkim pasjonatem zegarków.

8. Na koniec pytanie osobiste. Jesteśmy nieco młodsi od Pana, ale nie przestajemy się zastanawiać – skąd czerpie Pan swoją niesamowitą i niespożytą energię i pasję?

Moja energia pochodzi od Boga, albo ujmijmy to inaczej – pochodzi z MIŁOŚCI. To dlatego „All you need is love” („Wszystko, czego potrzebujesz, to miłość”) jak zaśpiewali nam Beatlesi 25 czerwca 1967 roku (śmiech).

Dziękujemy bardzo!