Recenzja Tissot Visodate – reedycja klasyka z datą w roli głównej
Nowa, utrzymana w stylistyce vintage odsłona modelu Visodate na pierwszym planie stawia komplikację daty – element, który przed laty przyniósł pierwowzorowi rozgłos.
Miłość do vintage
W świecie zegarków często powtarza się zdanie, że „ładne rzeczy, to były kiedyś”. Trudno się z nim nie zgodzić – szczególnie gdy spojrzymy na niesłabnącą popularność modeli vintage. To właśnie one bardzo często stanowią punkt wyjścia dla współczesnych reedycji, które – w odświeżonej, uwspółcześnionej formie – ponownie wygrywają walkę o nadgarstki klientów. Aby jednak móc sięgnąć do archiwów i tchnąć w dawny projekt nowe życie, potrzebna jest historia. Najlepiej długa, bogata w ciekawe projekty, do których można wracać nawet po kilkudziesięciu latach. Pod tym względem Tissot wypada nader dobrze. Założona w 1853 roku marka zgromadziła w swoim dorobku mnóstwo interesujących modeli.
Jednym z najbardziej znanych przykładów pozostaje PRX – zegarek, który zadebiutował w 1978 roku, a kilka lat temu powrócił w postaci reedycji i szybko stał się bestsellerem. Dziś dostępny jest w licznych konfiguracjach kolorystyczno-materiałowych i często wybierają go klienci szukający uniwersalnego zegarka o sportowym charakterze. W 2026 roku Tissot sięgnął jednak jeszcze głębiej do swoich archiwów, przenosząc się do połowy lat 50. XX wieku – dokładniej do roku 1954, kiedy zaprezentowano model Visodate.
Visodate – zegarek z datownikiem
Pierwszy naręczny zegarek Tissota wyposażony w wskazanie daty – model Calendrier – pojawił się już w latach 40. XX wieku. Datę wskazywała w nim dodatkowa wskazówka zakończona grotem w kształcie strzałki, która przesuwała się po skali nadrukowanej na obrzeżu tarczy. W 1953 roku szwajcarska marka świętowała swoje stulecie modelem Centenary. Niedługo później światło dzienne ujrzał zegarek, który poniekąd jest bohaterem tego tekstu – Visodate. Sama nazwa powstała z połączenia słów visible oraz date, czyli „widoczna data”. I właśnie sposób prezentacji daty był tu kluczowy.



Tissot postawił na okienko, z widocznym pod nim, obracającym się dyskiem – czyli rozwiązanie, które uchodzi dziś za najpopularniejsze. W połowie lat 50. był jednak rozwiązaniem stosunkowo nowym. Co więcej, mechanizm odpowiadający za wskazanie daty powodował jej natychmiastowy przeskok o północy. W wielu zegarkach konkurencji zmiana następowała stopniowo – zaczynała się jeszcze przed północą i kończyła dopiero po niej. Działo się tak choćby w modelu Rolex Datejust, który dopiero w 1955 roku otrzymał mechanizm umożliwiający błyskawiczny przeskok daty w okolicach godziny 00:00. Na przestrzeni lat Tissot prezentował Visodate w różnych odsłonach (np. Visodate Camping, Visodate Seastar Automatic, Visodate Seastar Seven, Visodate T12). Jedną z bardziej eleganckich interpretacji był pokazany w 2019 roku Heritage Visodate 1957 Automatic. Teraz przyszła pora na coś dla fanów stylistyki retro.
Trójwymiarowa tarcza
Najważniejszym elementem zegarka pozostaje jego „twarz”, czyli cyferblat. W recenzowanym Visodate ma on czarny kolor oraz formę określaną mianem pie pan. Centralna część jest lekko wyniesiona i ozdobiona pionowym szczotkowaniem, po czym tarcza opada ku krawędziom koperty. Zewnętrzny fragment wykończono koncentrycznym szczotkowaniem i wyposażono w nakładane, smukłe indeksy godzinowe. Towarzyszą im niewielkie kulki z Super-LumiNovy. Indeks na godz. 12 jest podwójny, a na godz. 3 w jego miejsce wkomponowano okienko daty.

Datownik otacza wyraźna, biała ramka o kształcie zbliżonym do „zaokrąglonego” trapezu. Zdaję sobie sprawę, że stanowi ona nawiązanie do pierwowzoru, ale w nieco subtelniejszej formie lepiej by tu pasowała. Sama zmiana daty odbywa się szybko i w testowanym egzemplarzu następuje kilka minut przed północą.

Wracając do tarczy – jej zewnętrzną część tworzy nachylony ring z nadrukowaną podziałką sekundową. Poza tym na cyferblacie znajdziemy jedynie nakładany znaczek „T” oraz napisy TISSOT i Visodate. Czas wskazują trzy polerowane wskazówki – godzinowa i minutowa w stylu dauphine zostały delikatnie wypełnione masą luminescencyjną.
Smukła koperta i bransoleta BoR
Visodate ma być wygodnym zegarkiem na co dzień. Tissot oferuje go w stalowej kopercie o średnicy 39 mm, grubości 10,45 mm (łącznie z wypukłym szkłem szafirowym) oraz rozstawie lug-to-lug wynoszącym 45 mm. Patrząc na te liczby łatwo dojść do wniosku, że płaska konstrukcja powinna dobrze odnaleźć się na większości nadgarstków.

Powierzchnie koperty w przeważającej części wykończono delikatnym szczotkowaniem. Polerowaniu poddano tylko elementy, takie jak wąski bezel oraz fazowania na uszach. Ustawianie czasu odbywa się za pomocą sygnowanej logiem „T” koronki, która nie jest dokręcana i ma kształt pozwalający łatwo odciągnąć ją od koperty.

Pisząc o nowym Tissocie trzeba wspomnieć także o bransolecie typu Beads of Rice (BoR). Muszę przyznać, że cieszy mnie to, iż rozwój branży – a tym samym dostęp do przeróżnych maszyn i technologii oraz większa konkurencja na rynku – wymuszają coraz lepszą jakość. W recenzowanym modelu bransoleta (biorąc pod uwagę cenę zegarka) wygląda solidnie. Jej środkowe ogniwa – przypominające kształtem ziarenka ryżu – są polerowane, natomiast zewnętrzne elementy wykończono szczotkowaniem.

Bransoleta zwęża się od 20 mm przy kopercie do 16 mm przy zapięciu. Tissot zastosował motylkowe zapięcie z przyciskami zabezpieczającymi przed przypadkowym otwarciem. Jest ono eleganckie i – co ważne – nie zwiększa optycznie grubości zegarka. Bransoletę wyposażono także w system szybkiej zmiany, który pozwala bez użycia narzędzi zastąpić ją paskiem. Nie przewidziano natomiast mikroregulacji, co przy tego typu zapięciu nie budzi zastrzeżeń.
Mechanizm
Za pracę zegarka odpowiada znany mechanizm Powermatic 80 z automatycznym naciągiem i 80-godzinną rezerwą chodu. Werk ten został wprowadzony przez Swatch Group – koncern, do którego należą m.in. Omega, Longines, Rado, Certina i Tissot – kilkanaście lat temu i od tamtej pory jest sukcesywnie rozwijany. W wersji zastosowanej w Visodate wyposażono go w sprężynę włosową Nivachron, która gwarantuje podwyższoną odporność na działanie w polach magnetycznych i przy zmiennych temperaturach.

Mechanizm można obejrzeć przez transparentny dekiel. Przy czym poza delikatnie ozdobionym i częściowo szkieletowanym wahnikiem z vintage’owym logo Tissota, werk jest wykonany surowo – bez przysłowiowych „wodotrysków” i dodatkowych dekoracji.
Podsumowanie
Nowy Visodate to kolejna interpretacja modelu z lat 50. XX wieku, w której Tissot próbuje połączyć legendę pierwowzoru – i wykorzystanej w nim funkcji szybkiego przeskoku datownika – ze znanym, nowoczesnym mechanizmem oferującym 80 godzin rezerwy chodu.

Tym razem Szwajcarzy skręcili bardziej w stronę stylistyki vintage. Mamy zatem trójwymiarową tarczę, nakładane indeksy, historyczne logo oraz pasującą do całości bransoletę typu BoR. Visodate to ciekawa propozycja dla osób szukających przystępnego cenowo, uniwersalnego, codziennego zegarka osadzonego w klimacie sprzed lat.

Tissot przygotował trzy warianty nowego Visodate’a. Dwa pierwsze – na bransolecie BoR, utrzymane w bardziej sportowym charakterze – różnią się kolorem tarczy (czarna lub granatowa) i będą kosztować 3 900 PLN. Trzeci, bardziej klasyczny, łączy jasny, srebrzysty cyferblat z indeksami i wskazówkami w kolorze złota oraz brązowym skórzanym paskiem, wyceniono na 3 600 PLN.


Tissot Visodate
| Producent | Tissot |
| Nazwa modelu | Visodate |
| Ref. | T157.407.11.051.00 |
| Mechanizm | z automatycznym naciągiem |
| Symbol mechanizmu | Powermatic 80 |
| Rezerwa chodu (h) | 80 |
| Tarcza | czarna |
| Koperta | stal |
| Średnica (mm) | 39 |
| Wysokość (mm) | 10,45 |
| Wodoszczelność | 50m |
| Pasek | bransoleta |


