Recenzja SevenFriday S3/02 Carbon [zdjęcia live, cena]

Design może w odpowiednich rękach być potężnym narzędziem. Butikowy SevenFriday nieustająco udowadnia, że konkretny projekt poparty odpowiednią historią świetnie się obroni. Najnowszy opakowano w karbon.

Na początku muszę się do czegoś uczciwie przyznać – mam słabość do SevenFriday. Chociaż lubię zegarkową klasykę i tę jakże pojemną znaczeniowo ponadczasowość, do SF coś mnie nieustająco i niezmiennie przyciąga. Pamiętam jak dziś – a było to dobrych 6 lat temu – kiedy na Baselworld spotkaliśmy kręcącego się po targowych halach Daniela Niederera, założyciela wtedy jeszcze zupełnie nieznanego brandu bardzo dziwnych zegarków. Dan był pewny siebie, jakby jego marka miała w plecaku pokaźny bagaż historii i co najmniej kilka z sukcesem sprzedających się kolekcji. Tak naprawdę na obu nadgarstkach miał 2 z 3 pierwszy modeli SF… i w mniej więcej 5 minut przekonał nas do zamówienia dwóch egzemplarzy. Czym nas przekonał? Zawsze powtarzam, ku zwyczajowemu zdumieniu słuchających, że budując coś swojego trzeba mieć absolutne przekonanie do tego, co chce się robić i zaoferować potencjalnemu odbiorcy. Dopasować się do wymagań tłumu łatwo, ale receptą na sukces jest pewność siebie i swojego produktu, bo de facto sprzedaje się wtedy nie sam produkt, ale całą filozofię za nim stojącą. I to nawet kiedy nie trafia we wszystkie gusta.

SevenFriday V-Series
SevenFriday V-Series (po prawej) i P3 (po lewej)

SeveFriday od samego początku był pomyślany, jako oparta na designie marka lifestylowa. Zaprojektowany przez ulokowane w Zurychu studio właściciela zegarek w tempie błyskawicy zyskał popularność, i to mimo braku tradycyjnej promocji i kampanii reklamowych. SF postawił na Instagram, wsparty jednym z bardziej dynamicznych w tej kategorii Instagrammerów zegarkowych i, jak mawia młodzież, „wygrał Internety”. Marka prawie z marszu wpisała się w zegarkowy światek i styl życia, trafiając nawet do kolekcjonerów z Patkami, AP i Vacheronami. Niederer i jego team nigdy tez nie udawali w kwestii samych zegarków. Od początku jasno komunikowane było, że zegarki powstają w całości w Azji, na japońskiej mechanice i komponentach „Made in China”. Nic w tym zresztą zdrożnego, zwłaszcza mając w pamięci wspomniany lifestylowy koncept firmy. Koncept, który przypadł do gustu jury konkursu „Zegarek Roku 2013”. Model P3 w czarnej kopercie uznaliśmy budżetową propozycją roku.

SevenFriday P3
SevenFriday P3

DNA

Tożsamość SevenFriday, obok klarownego pomysłu na promowanie marki, sprowadza się również do jasnego i jednolitego designu. Od premiery do dnia dzisiejszego w kolekcji znalazło się kilka różnych propozycji, ale wzorcowe elementy stylu SF są praktycznie niezmienne. Kwadratowa, duża koperta ma zaokrąglone rogi, modułową konstrukcję i brak fizycznych uszu. Pasek montuje się do niej klasycznymi teleskopami, wciśniętymi w dolny element obudowy. Dekiel zawsze jest pełny z grawerowanym zestawem informacji o zegarku, od gabarytów po technikalia i kraj pochodzenia. Na deklu umieszczono także nieobecny w pierwszych modelach chip NFC, pozwalający – po sprzęgnięciu ze smartfonem – na szereg funkcji, w tym weryfikację autentyczności.

SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon

Od frontu SF zawsze ma mineralne, utwardzone szkło. Zamknięty pod nim cyferblat to nie klasyczna, jednowymiarowa tarcza, a zbiór obracających się elementów, razem wskazujących czas. Interpretację marka przypisuje klimatom industrialnym, i tak też uformowane są koła pełniące rolę wskazówek oraz dyski dodatkowych wskazań: małego sekundnika i wskazania 2-godzinnego. W kolejnych ewolucjach SF koła zastępowały dyski, ale techniczny klimat projektu nie zmieniał się nawet w bardziej „wyjściowych” modelach. Niezmiennie wszystkie napędzały także różne wersje automatycznej Miyoty.

Karbon

Najnowszy SF opakowano w karbon, ale już pierwsze wzięcie zegarka w ręce daje do zrozumienia, że nie jest to czysto karbonowa konstrukcja. Rdzeń koperty dalej zrobiony jest ze stali, a dopiero na niego trafia wykonany z włókna węglowego pancerz. Dekiel jest stalowy, z czarną powłoką PVD. Z ogólną czernią zegarka zestawiono aplikacje w kolorze jasnoniebieskim, w tym ring otaczający bezel i gumowy pasek z wkomponowaną, czarną nitką.

SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon

Tarcza to kombinacja monochromatycznych czerni i szarości z kilkoma niebieskimi aplikacjami. Układ wskazań tworzy centralnie zamocowana, białą wskazówka minut i niebieska godzin, plus biało-czarny dysk małej sekundy na wysokości godz.4. Wszystkie ustawia się niezakręcaną koronką na godz.3 koperty.

Wrażenia

SevenFriday S3/02 Carbon powstał w kooperacji z włoskim studiem Ares Design, wyspecjalizowanym w personalizacji różnego rodzaju dóbr luksusowych, w tym samochodów. Bezpośrednią inspiracją był wyposażony w karbonowe dodatki Land Rover Defender, bohater promocyjnej sesji modelu. To zresztą charakterystyczne dla SevenFriday – tworzenie wrażenia obcowania z przedmiotem dalece droższym, niż jest w rzeczywistości. Oczywiście nie ma co porównywać ceny doposażonego włóknem węglowym Land Rovera do zegarka SF, ale to i tak najdroższy dotychczas model marki. Jeden z 777 egzemplarzy wyceniono na 1 628 CHF (~6 200 PLN).

SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon

Co dostajemy w zamian? Filozofię lifestylowego SevenFrifdaya w czystej postaci. Zegarek wygląda oryginalnie, przykuwa uwagę, wyróżnia się i – umówmy się – nie przypomina praktycznie niczego innego na rynku. Tę inność docenił kiedyś sam Max Busser (twórca MB&F) wstawiając zegarki SF do swojej galerii, jako jedyne zresztą czasomierze nie swojej marki. Jasne, że SF ze swoją koncepcją i designem nie trafi do przeciętnego zegarkowego odbiorcy – ten ceni klasykę, prostotę i elegancję. Nie jest też do takiego odbiorcy skierowany i nawet nie próbuje udawać, że jest inaczej.

SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon

Jeśli o same walory użytkowe zegarka chodzi, to jak na swoje gabaryty (47,6 x 47 mm) nosi się całkiem przyjemnie i wygodnie. Nie ma uszu, odpada wiec problem wystawania poza obrys nadgarstka, a rzeczone 47 mm to mniej, niż większość 40 – 42 mm zegarków okrągłych licząc z uszami. Wygodnie wypada również szeroki (28 mm) pasek z odpowiednio elastycznej gumy, zapinany na dużą, pokrytą czarnym PVD klamerkę.

SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon
SevenFriday S3/02 Carbon

Karbon w założeniu jest materiałem lekkim, ale ponieważ SF postawiło na karbonową nakładkę, zegarek swoje waży. Byłoby oczywiście ciekawej, gdyby cała koperta była „wykuta” z włókna węglowego, ale wtedy też cena poszybowałaby do góry. Ta i tak – jak na SevenFriday – niska nie jest. Inna sprawa, że decydując się na zakup SevenFridaya wybieramy tak naprawdę nie sam produkt, ale ten wspomniany już przeze mnie styl życia, pewną otoczkę, gadżet, który przy okazji pokazuje aktualny czas. I nawet jeśli nie robi tego w najbardziej czytelny sposób, to też dobrze. Tak ma być, bo SF to pewna filozofia, którą ja – fan zegarmistrzostwa i klasyki – kupuję. Dobrego piątku!

Astona Martina DBS udostępnił do zdjęć Aston Martin Warszawa.
Zdjęcia: Marcin Klaban

SevenFriday S3/02 Carbon

Producent SevenFriday
Nazwa modelu S3/02 Carbon
Mechanizm z automatycznym naciągiem
Symbol mechanizmu Miyota 82S5
Rezerwa chodu (h) 40
Koperta stal, karbon
Średnica (mm) 47,6x47
Wodoszczelność 30m
Pasek gumowy
Limitacja 777
Cena (PLN) 6200