#KultoweZegarki: TAG Heuer Monaco

Powstał w przełomowym momencie, a dzięki filmowi „Le Mans” osiągnął wielki sukces i stał się symbolem epoki. Także dlatego, że jego kwadratowej koperty nie można było pomylić z żadnym innym zegarkiem. Dzisiaj Monaco jest jednym z tych modeli, które mimo upływu lat wcale się nie starzeją.

Druga połowa lat 60. XX wieku przyniosła kilka ciekawych wynalazków, w tym m.in. silnik Wankla i pomysł na komputer osobisty, a zakończyła się lądowaniem człowieka na Księżycu. Pokazany oficjalnie w 1969 roku model Monaco jak ulał pasował więc do tamtych czasów, bo miał w sobie coś rewolucyjnego. I nie chodzi tylko o nietypowy kształt koperty, ale też o to, co kryło się w tym atrakcyjnym opakowaniu.

Heuer Monaco z 1969 roku
Heuer Monaco z 1969 roku

Historia Monaco zaczęła się w 1965 roku od koncepcji, nad którą pracowało kilka firm. Operacji nadano kryptonim „99” i każdego, kto brał w niej udział obowiązywała ścisła tajemnica. Celem tej akcji było opracowanie mechanizmu z automatycznym naciągiem i stoperem, czyli konstrukcji, jakiej nikt wcześniej nie stworzył. Na taki pomysł wpadli Willy Breitling i Jack W. Heuer – konkurenci, którzy szybko zorientowali się, że tylko łącząc siły mają szansę na stworzenie całkiem nowego mechanizmu. Do współpracy zaprosili też firmę Büren Watch S.A., specjalizującą się w produkcji mikrowahników i znaną z kompleksowych mechanizmów firmę Dubois Depraz. Ta ostatnia miała za zadanie zaprojektowanie modułu stopera z licznikami 12-godzinnym i 30-minutowym. Natomiast firmy Heuer i Breitling odpowiedzialne były za stworzenie koperty, wzornictwa i późniejsze działania marketingowe. W 1966 roku, gdy Amerykanie przejęli większość akcji Büren Watch S.A., do grupy dołączyła firma Hamilton Watch Company.

Jak głosiły plotki, nad nowym mechanizmem z automatycznym naciągiem pracował też Zenith, dlatego Willy’emu Breitlingowi i Jackowi Heuerowi bardzo zależało na tym, aby planowany i nazwany przez nich roboczo „99” kaliber jak najszybciej został wprowadzony do produkcji. Zenith nie był zresztą jedynym konkurentem, który deptał po piętach Breitlingowi i Heuerowi. Równolegle prace konstrukcyjne prowadzili też Japończycy, mimo że firmy Seiko i Citizen miały już w swojej ofercie podobne mechanizmy.

Wyścig z czasem

Pierwsze prototypy powstały w 1968 roku. Mechanizm miał średnicę 31 milimetrów i wysokość 7,7 mm, a jego balans poruszał się z typową w tamtym czasie częstotliwością, czyli 19 800 wahnięć na godzinę. Nowy kaliber składał się z dwóch części: zmodyfikowanego mechanizmu podstawowego Intramatic 1322 pochodzącego z firmy Büren Watch S.A. i modułu stopera (8510), stworzonego przez Dubois Depraz. Konstrukcja mechanizmu (połączenie bardzo płaskiego kalibru z mikrowahnikiem oraz modułu stopera) wymusiła wprowadzenie kilku nietypowych rozwiązań. Na przykład, aby zrobić miejsce dla modułu stopera, trzeba było obrócić mechanizm podstawowy o 90 stopni i przenieść koronkę na godzinę 9. Zmiany dotyczyły też tarczy: tam, gdzie zazwyczaj znajduje się mały sekundnik, pojawił się licznik godzin. Z sekundnika całkowicie zrezygnowano, zastępując go centralną wskazówką sekundową stopera. Natomiast oba liczniki stopera rozmieszczone były symetrycznie: 30-minutowy na godzinie 3, a 12-godzinny na 9. Całość uzupełniał datownik widoczny na godzinie 6.

Calibre 11 / foto: calibre11.com
Calibre 11 / foto: calibre11.com

Premiera kalibru, nazwanego ostatecznie 11 Chronomatic (skrót od: Chronograph Automatic) odbyła się 3 marca 1969 roku jednocześnie w kilku miastach na świecie: Genewie, Nowym Jorku, Bejrucie, Tokio i Hongkongu. Niestety, wbrew oczekiwaniom, firmom Heuer i Breitling nie udało się wyprzedzić konkurencji. Dwa miesiące wcześniej (10 stycznia 1969 roku), marka Zenith pokazała światu swój mechanizm, który nie bez złośliwości nazwała El Primero, czyli pierwszy.
Na pocieszenie obu firmom pozostało wyprodukowanie zdecydowanie większych ilości mechanizmów w porównaniu z możliwościami technicznymi Zenitha.

Narodziny gwiazdy

Niedługo po oficjalnej prezentacji, firma Heuer wypuściła na rynek trzy modele, w których pracował nowy mechanizm. Jednym z nich był, nazwany na cześć znanego toru wyścigowego Monaco. Zegarek miał oryginalną, niebieską tarczę i charakterystyczną, prostokątną kopertę z koronką na godzinie 9. Ten wyłącznie techniczny zabieg miał też, jak się później okazało, znaczenie marketingowe, ponieważ dzięki niemu zegarek stał się natychmiast rozpoznawalny.

Uwagę zwracała też kwadratowa koperta i choć Monaco nie był pierwszym czasomierzem z tego typu obudową, to z pewnością był pierwszym, który miał kwadratową i jednocześnie wodoszczelną kopertę. Wcześniej, w zegarkach, które nie miały okrągłych kopert, zazwyczaj nie udawało się osiągnąć dużej wodoszczelności i przez wiele lat producenci nie potrafili sobie poradzić z tym problemem. Pierwsza seria Monaco z 1969 roku miała widoczny na tarczy napis Chronomatic, jednak już po roku zastąpiono go nazwą Automatic Chronograph.

Ale nietypowy wygląd oraz techniczne ciekawostki zastosowane w mechanizmie nie wystarczyły, aby nowym modelem Heuera zachwyciły się tłumy klientów. Na swój wielki sukces Monaco czekał dwa lata i wcale nie zawdzięczał go swojej wspaniałej prezencji, tylko udziałowi w filmie.

Steve McQueen i Jo Siffert
Steve McQueen i Jo Siffert

W tamtym czasie firma Heuer zaczęła współpracę ze szwajcarskim kierowcą Jo Siffertem, który od Jacka W. Heuera dostał model Monaco i poprosił o umieszczenie firmowego logo na kombinezonie Sifferta. Kiedy w 1970 roku rozpoczynały się zdjęcia do filmu Lee H. Katzina pod tytułem „Le Mans”, jednym z kierowców, z którymi konsultowali się producenci był J. Siffert. Pracując nad rolą, Steve McQueen wzorował się na Siffercie, zaliczanym w tamtym czasie do najlepszych kierowców wyścigowych na świecie. Starając się naśladować Sifferta, McQueen chciał nosić w filmie nie tylko oficjalny kombinezon Szwajcara, ale też jego zegarek.

Steve McQueen i jego Heuer Monaco
Steve McQueen i jego Heuer Monaco

Z filmem „Le Mans” wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia: na dwa tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć, Jack W. Heuer miał telefon z Hollywood i dowiedział się od jednego z producentów, że na planie będą potrzebne zegarki. Nie zastanawiając nad tym zbyt długo, poprosił jednego zegarmistrzów, a dokładnie Gerda-Rüdigera Langa (późniejszego właściciela firmy Chronoswiss) o zawiezienie zegarków na plan filmowy do Francji. G.-R. Lang wybrał się samochodem i na granicy jego bagaż został dokładnie skontrolowany. Za przewożone zegarki celnicy kazali zapłacić mu cło i tak bez pieniędzy dotarł do Francji. Ale jego misja zakończyła się pomyślnie: zegarki trafiły na plan filmowy. Dlatego także dzięki niemu Monaco odniósł swój późniejszy sukces. A Gerd-Rüdiger Lang? Spędził na planie „Le Mans” kilka dni i był jedyną osobą w firmie Heuer, której udało się spotkać Steve’a McQueena (Jack W. Heuer nigdy się z nim nie spotkał).

Noszony przez McQueena czasomierz szybko stał się kultowym modelem nie tylko wśród miłośników sportów motorowych. I tak narodziła się legenda.

Historia jak sinusoida

Dla Jacka Heuera rozgłos związany z filmem był też ważny ze względów prestiżowych, ponieważ zależało mu na tym, aby wszyscy dowiedzieli się o nowym mechanizmie ze stoperem. I trzeba przyznać, że jego plan się powiódł. Na początku lat 70. XX wieku udział firmy Heuer we wszystkich sprzedanych na świecie zegarkach ze stoperem wynosił aż 25 procent.

Niedługo po premierze filmu, dotychczasowy kaliber 11 zastąpiony został nowym mechanizmem, czyli kalibrem 12, który miał większą częstotliwość chodu (21 600 wahnięć na godzinę). Kaliber 11 Chronomatic i jego następcy: kal. 12, 14 (z 24-godzinnymi wskazaniami) i 15 (z małym sekundnikiem zamiast 12-godzinnego licznika) były produkowane do 1979 roku.

Przez wiele lat za bardzo nie zmieniano też wyglądu Monaco: dostępny był w kilku wersjach z różnymi tarczami i zmienną ilością liczników. Dopiero w 1975 roku seria uzupełniona została wariantem z ręcznie nakręcanym mechanizmem ze stoperem (kaliber Valjoux 7734). Jednak te zabiegi nie uratowały Monaco przed losem, jaki w tamtym czasie spotkał wiele mechanicznych zegarków. W 1979 roku, na skutek tzw. kryzysu kwarcowego zakończyła się produkcja tego modelu.

Na swój powrót Monaco musiał poczekać prawie 30 lat. W drugiej połowie lat 90. XX wieku, producenci zegarków na nowo zaczęli odkrywać historyczne modele i sięgnęli po plany ukryte w firmowych archiwach. Jednym z nich była firma TAG Heuer (po przejęciu udziałów w firmie Heuer przez grupę Techniques d’Avantgarde, w 1985 roku nazwa została zmieniona na TAG Heuer), która w 1998 roku zaprezentowała kolekcję Classics obejmującą nowe wersje historycznych czasomierzy. Monaco pojawił się wtedy w limitowanej serii składającej się z 5000 egzemplarzy. Ale już na pierwszy rzut oka widać było, że ta wersja różni się od pierwowzoru. Zastosowano w niej kaliber Eta 2894-2, dlatego koronka została przeniesiona na prawą stronę koperty. Poza tym, na godzinie 3 zamiast licznika 30-minutowego, znalazł się mały sekundnik (licznik 30-minutowy umieszczono na godzinie 9). Natomiast jeżeli chodzi o podobieństwa, to tak samo jak w modelu sprzed lat, zegarek miał plastikowe szkło, jego tarczę oraz koronkę zdobiło tradycyjne logo Heuer’a i datownik znajdował się w tym samym miejscu, czyli na godzinie 6. Ta specjalna seria Monaco została ciepło przyjęta przez klientów, także dzięki temu, że zapanowała moda na lata siedemdziesiąte.

Rok później, firma TAG Heuer wypuściła na rynek krótką serię (120 egzemplarzy, z czego tylko 110 znalazło się w sprzedaży, bo dziewięć otrzymał Ron Dennis, szef McLarena) o nazwie Grand Prix Monaco 1999, która miała upamiętnić wyścig na torze w Monte Carlo. Monaco doczekał się też luksusowej wersji: w 2002 roku pokazany został model opakowany w kopertę z białego złota wysadzaną diamentami o wadze około pięciu karatów. Początkowo TAG Heuer wyprodukował tylko jeden egzemplarz (kosztował 55 000 euro), ale szybko okazało się, że chętnych nie brakowało. Dlatego powstały kolejne, ale wykonywane już wyłącznie na zamówienie.

Idzie nowe

Z czasem słynny Monaco doczekał się wielu wersji, między innymi tej o nazwie Monaco Sixty Nine, czyli połączenia klasycznego zegarka i elektronicznego stopera mierzącego czas z dokładnością do 1/1000 sekundy. Tradycyjne wskazania czasu obsługiwane są w nim za pomocą ręcznie nakręcanego mechanizmu ETA/Peseux 7001, a widoczne na znajdującym się od strony dekla wyświetlaczu LCD wskazania stopera działają dzięki stworzonemu przez TAG Heuera kalibrowi HR 03.

Monaco Sixty Nine
Monaco Sixty Nine

Jednym z ciekawszych jest też Monaco Twenty Four, czyli awangardowy czasomierz napędzany kalibrem 36 z automatycznym naciągiem (El Primero), który montowany jest w kopercie niczym klatka samochodów wyścigowych (dzięki temu zegarek jest zdecydowanie bardziej odporny na wstrząsy).

TAG Heuer Monaco 24
TAG Heuer Monaco 24

Monaco został poddany też spektakularnym modyfikacjom, na przykład w wersji V4, która po raz pierwszy pojawiła się jako model koncepcyjny w 2004 roku. Na targach w Bazylei prezentacja tak rewolucyjnej koncepcji zegarka wywołała burzę. Monaco V4 był czasomierzem, jakiego dotąd nikt nie widział. Zamiast tradycyjnych wałków i kół zębatych poruszały się w nim paski transmisyjne, a masę zamachową zastąpiła specjalna konstrukcja umieszczona na łożyskach. I choć dzisiaj niewiele osób się do tego przyznaje, to wtedy, w 2004 roku, prawie nikt nie wierzył, że może to być zapowiedź produkcyjnej wersji modelu, który miałby rywalizować z technologicznymi tuzami w tej branży. Minęło pięć lat i niemożliwe stało się możliwe: w 2009 roku Monaco V4 pojawił się na rynku.

TAG Heuer Monaco V4
TAG Heuer Monaco V4
TAG Heuer Monaco V4
TAG Heuer Monaco V4

„4” w nazwie odnosiła się do ilości bębnów sprężyny, których kształt przypomina literę V. Tradycyjny wahnik zastąpiony został w nim poruszającą się między dwiema parami bębnów – liniowo w górę i w dół – konstrukcją wykonaną z wolframu. Taka wyczynowa maszyna musiała mieć odpowiednie „opakowanie”. Dlatego pierwsza wersja Monaco V4 dostępna była w limitowanej serii obejmującej 150 egzemplarzy opakowanych w platynowe koperty, natomiast w kolejnej wykorzystano połączenie różowego złota z supernowoczesnymi materiałami: rutenem i ceramiką. I, co ważne: rewolucyjnego mechanizmu nie przysłaniała tarcza ani dekiel.

W 2011 roku, na organizowaną raz na dwa lata w Monako aukcję „Only Watch”, na której na sprzedaż wystawiane są unikatowe zegarki stworzone specjalnie na tę charytatywną licytację, firma TAG Heuer stworzyła specjalną edycję – Monaco Mikrograph 1/100th Of a Second z pokazanym w tym samym roku mechanizmem ze stoperem, który mierzy czas z dokładnością do 1/100 s.

TAG Heuer Monaco Mikrograph
TAG Heuer Monaco Mikrograph

Natomiast jedną z najbardziej skomplikowanych wersji Monaco jest pokazany w 2014 roku, czyli dziesięć lat po premierze modelu koncepcyjnego, opakowany w nowoczesną, tytanową kopertę Monaco V4 Tourbillon. Zastosowany w nim mechanizm to kolejna interpretacja rozwiązania nieodłącznie kojarzonego z marką TAG Heuer, czyli awangardowych pasków transmisyjnych.

TAG Heuer Monaco V4 Tourbillon
TAG Heuer Monaco V4 Tourbillon

Ale te, nawet najbardziej efektowne wersje to tylko część historii tego modelu, bo firma wciąż oferuje go w klasycznym wydaniu (test modelu Monaco Calibre 12 dostępny jest TUTAJ). Poza tym, dla najbardziej zagorzałych miłośników, Monaco i tak na zawsze pozostanie tym zegarkiem, który Steve McQueen nosił w filmie „Le Mans.”

Zegarek TAG Heuer Monaco był pierwszym na świecie chronografem w kwadratowej kopercie wodoszczelnej do 100m, który napędzał automatyczny mechanizm z mikrowahnikiem, nazwany Caliber 11. „Kanciasty czasomierz” z granatową tarczą i białymi totalizatorami trafił na nadgarstek Steve’a McQueena w słynnym filmie „Le mans” z 1971r. Co ciekawe, w swojej formie i prawie niezmienionym wzornictwie przetrwał do dzisiaj i nadal pozostaje ikoną. Stworzenie takiego zegarka udaje się tylko nielicznym wizjonerom, którzy łamią wszelkie konwencje i obowiązujące normy.
Robert Wojtacha
Kierownik Salonu Jubitom Sfera w Bielsku Białej

Mecenas cyklu Kultowe Zegarki - Jubitom